Jeśli ktoś chciał w sobotni wieczór skorzystać ze stron Sejmu, Kancelarii Premiera czy prezydent RP - mógł mieć poważny problem. Żadna ze stron nie działała. Trwało to kilka godzin.
Był to prawdopodobnie skutek protestu internautów przeciwko rychłemu podpisaniu przez Polskę porozumienia, znanego pod nazwąACTA (Anti-Cointerfeiting Trade Agreement, czyli porozumienie handlowe przeciwko naruszaniu własności intelektualnej). Wiele artykułów umowy będzie miało wpływ na własność intelektualną w postaci cyfrowej, a więc to, co najważniejsze w nowych technologiach i w korzystaniu z sieci.
Jednak ta akcja przeciwko podpisaniu ACTA to nie zabawa, a anonimowi internauci (grupa Anonymous) to nie jedyni protestujący. Ogromne wątpliwości zgłasza wiele organizacji pozarządowych, które dbają o wolność słowa lub zajmują się otwartością Internetu . W Polsce są to m.in. Fundacja Panoptykon, Internet Society Poland, Fundacja Nowoczesna Polska czy Fundacja Wolnego i Otwartego Oprogramowania, które 16 stycznia skierowały do premiera alarmujące pismo.
Zastrzeżenia do umowy ACTA – którą polski rząd zamierzał podpisać już 26 stycznia – są dwojakiego rodzaju. Pierwsza ich grupa dotyczy trybu, w jaki umowa była negocjowana i w jakim zdecydowano o jej podpisaniu. Otóż negocjacje, dotyczące kształtu umowy, toczyły całkowicie poza zasięgiem partnerów społecznych, właściwie w tajemnicy. Rada UE w grudniu 2011 zdecydowała, że do ACTA przystąpi cała Unia Europejska. W Polsce nad przyjęciem aktu nie było żadnej debaty, o jakichkolwiek konsultacjach społecznych nie wspominając. W swoim oświadczeniu przedstawiciele polskich organizacji pozarządowych stwierdzają: „Organizacje pozarządowe zaangażowane w proces dialogu dotyczącego przyszłości społeczeństwa informacyjnego wielokrotnie zwracały uwagę rządu polskiego na kluczowy charakter tego porozumienia i konieczność podjęcia zdecydowanych działań w celu ochrony praw podstawowych. Niestety, dwa lata po rozpoczęciu dialogu społecznego w kwestiach ochrony podstawowych praw obywateli związanych z internetem – dialogu który zaczął się od pamiętnej sprawy Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych – polska opinia publiczna ciągle nie ma podstawowych informacji dotyczących zaangażowania państwa polskiego w proces negocjacji ACTA”.
Druga grupa wątpliwości dotyczy samej treści ACTA. Przedstawiciele naszych władz uspokajają, że nasze własne regulacje i tak sięgają dalej niż rozwiązania ACTA, a umowa nie wymaga wprowadzania żadnych zmian w prawie polskim ani europejskim. W takim razie – pada całkiem uzasadnione pytanie – po co nam ona w ogóle? Jeżeli ACTA rzeczywiście nic nie zmienia, to po co ją podpisywać? A może jednak zmienia i może ktoś ma w tych zmianach poważny interes?
Krytycy wskazują na konkretne elementy ACTA jako groźne dla wolności słowa i rozwoju internetu. Zauważają na przykład, że z ACTA może wynikać prawo do odcinania użytkowników od usług telekomunikacyjnych w ramach „środków tymczasowych”, które mają zapobiec naruszeniu własności intelektualnej, co daje olbrzymie możliwości interpretacji rozszerzającej. Wskazują, że „ACTA dopuszcza prywatną egzekucję praw autorskich oraz zapobieganie ich domniemanym naruszeniom bez kontroli sądu i gwarancji uczciwego procesu”. Ostrzegają, że dochodząc odszkodowania, producenci mogą kierować się nie poziomem faktycznych strat, ale „sugerowaną ceną detaliczną” produktów.
Przede wszystkim zaś – i to wydaje się szczególnie istotne – zwracają uwagę, że ACTA to kolejny akt sporządzony zapewne (proces negocjacji był wybitnie nietransparentny, pozostają więc przypuszczenia) pod naciskiem firm, które w sposób nierzadko drakoński i obsesyjny ścigają za najdrobniejsze naruszenia swoich praw autorskich. Najbardziej jaskrawe przykłady to sięgające dziesiątków tysięcy dolarów kary, które w kilku przypadkach amerykańskie sądy orzekły za nielegalne ściąganie plików muzycznych (większość oskarżonych idzie na ugodę). Dyskusja o zasadności restrykcyjnej polityki w kwestii praw autorskich w Polsce jest wciąż marginalna, ale na świecie to jeden z najżywiej omawianych tematów. I coraz silniejsze są głosy, że żądania wielkich koncernów, produkujących muzykę czy oprogramowanie są bezzasadne, krępują wolność słowa i innowacyjność, a odszkodowania, jakich te firmy się domagają, są absurdalnie wysokie w stosunku do faktycznie ponoszonych strat. Koncerny starają się więc dogadywać z rządami ponad głowami organizacji pozarządowych, aby zagwarantować sobie korzystne dla siebie rozwiązania.
Niezależnie od tego, jakie faktycznie mogą być w świetle polskiego prawa skutki przyjęcia ACTA, zupełnie niezrozumiałe i bardzo niepokojące jest, że dzieje się to za plecami opinii publicznej, z obejściem konsultacji społecznych, właściwie po kryjomu. Już samo to powinno być sygnałem ostrzegawczym.
fakt.pl

