Podwykonawcy w desperacji zapowiadają blokadę Stadionu Narodowego, jeżeli w nie dostaną obietnicy od koordynującego budowę Narodowego Centrum Sportu, że w ciągu tygodnia otrzymają zapłatę. Zapewne doskonale rozumieją, że to ich ostatnia szansa. Blokada Narodowego ma sens tylko w czasie Euro. Później rząd będzie mógł ją zlekceważyć.
Dziesiątki małych firm jest na krawędzi bankructwa, a Euro zostało przygotowane ich kosztem. Możliwości są dwie. Albo ich groźby i ewentualna blokada okażą się skuteczne i będą zbyt poważnym wizerunkowym kłopotem dla ekipy Tuska, odniosą więc skutek. Albo rząd postawi na rozwiązanie siłowe, licząc na to, że grupka walczących o swoje nie znajdzie wsparcia wśród podochoconych piłkarskimi emocjami Polaków.
Zatem warto pamiętać, że pod wesołymi przyśpiewkami „Koko, koko” kryje się nieodpowiedzialność władzy i ludzki dramat.
eMBe/Fakt.pl

