W jakiejś mierze Rosjanom udało się zrealizować swoje cele. Przede wszystkim, wciąż bardzo mało wiemy o tym, jak naprawdę wyglądały wczorajsze wydarzenia. Nie mam wątpliwości, że jakiś udział mieli w nich polscy bandziorzy, którzy chcieliby się przedstawiać jako kibice, ale kto sprowokował te zajścia, kto był najaktywniejszy etc. - tego niestety nie dowiemy się z głównych, oficjalnych mediów. Jeżeli natomiast przypomnimy sobie, że we Wrocławiu w pobiciu polskich stewardów ważną rolę odegrał były zawodnik OMON, to także tutaj trzeba dokładnie przeanalizować nagrania, dowiedzieć się, czy „przypadkiem” takie osoby nie brały we wczorajszych wydarzeniach udziału. Jeżeli była jakaś „ustawka”, to kto się na nią umawiał i jak to przebiegało?
Jak dziś czytałem, jedna z rosyjskich gazet sama przyznała, że rosyjscy kibice przygotowali prowokację. Druga sprawa – bardzo zastanawiająca – to przyjazd doradcy Władimira Putina dla uspokojenia nastrojów. Przyjazd, o którym podobno MSZ wcześniej wiedział. Pytanie – co to oznacza? Bo wygląda to bardzo dziwnie. Jeżeli traktujemy wczorajsze zajścia jako zwykłe zamieszki, do których może dojść przy tego typu turniejach, a tak dziś powiedział Paweł Graś, to po co do Warszawy przyjeżdża doradca prezydenta Rosji? Czy to znaczy, że jak gdzieś tam zetrą się ze sobą kibice Włoch i Hiszpanii, to za chwilę specjalni delegaci z Rzymu i Madrytu przylecą załagadzać sytuację?
Decyzja o takim geście ze strony Rosjan wygląda moim zdaniem na realizację scenariusza, w ramach którego to Polacy prowokowali zajścia. Sytuacja jest napięta, ale Rosjanie podchodzą do sprawy bardzo odpowiedzialnie, specjalny doradca Putina już jedzie, by uspokoić kibiców, a bez tego uspokojenia nie wiadomo do czego mogłoby dojść. Całą tę okoliczność można obudować taką legendą. Dobrze się stało, że poza Ewą Stankiewicz nikt ze środowisk, powiedzmy konserwatywnych, czy – jeszcze bardziej generalizując – prawicowych, nie próbował w jakiś sposób zakłócać przejścia kibiców, czy to polskich, czy rosyjskich. Miałem nadzieję, że tak właśnie będzie, i tak właściwie było, poza tym nieszczęsnym incydentem z Ewą Stankiewicz. Ale legenda wokół tego, co się wydarzyło, będzie oczywiście budowana i co do tego nie mam żadnych wątpliwości.
Mamy w tym przypadku do czynienia z sytuacją podobną do tej, jak w przypadku Marszu Niepodległości 11.11.11. Jest jakaś grupa ludzi, których ja nazywam po prostu bandytami, nie kibicami. Im chodzi o to, żeby się „nawalać” i wczoraj była ku temu dobra okazja, bo „byli Ruscy”. I jeszcze dodatkowa motywacja, że to niby w słusznej sprawie. A tak naprawdę to było idealne wkomponowanie się i zagranie w rosyjskim scenariuszu. Jeżeli ktoś w Moskwie dobrze analizował sytuację w Warszawie, a jestem przekonany, że tak było, to mógł mieć nadzieję, że taka właśnie grupa się pojawi. I niestety się pojawiła. A co więcej, zrobiła to, co miała zrobić – rosyjscy prowokatorzy dostali odpowiednich partnerów do „nawalanki”. Nie musieli specjalnie się starać, by ktoś taki się znalazł, bo znalazł się sam z siebie. Można to tylko określić jednym słowem – głupota. Ale, jak już powiedziałem, dobrze, że to byli typowi stadionowi bandyci, a nie jakaś grupa, którą bardzo łatwo byłoby przyporządkować w jakiś sposób np. do partii opozycyjnej czy Solidarnych 2010.
Rozmawiała Marta Brzezińska

