Fronda.pl: Jak ocenia pan pomysł koalicji PSL-u, Solidarnej Polski i PJN-u?
Łukasz Warzecha (publicysta, „Fakt”): Na razie wiemy tylko tyle, że Janusz Piechociński powiedział coś bardzo ogólnego i nie mamy żandych potwierdzeń ze strony przedstawicieli tamtych partii. Dla mnie jest to na razie kaczka dziennikarska.
Również Patryk Jaki, rzecznik Solidarnej Polski powiedział wczoraj w Superstacji, że są to „banialuki”. Załóżmy jednak, że dochodzi do takiego porozumienia. Czy taki projekt miałby szansę powodzenia?
Teoretycznie można sobie to rozważyć. Z punktu widzenia niektórych polityków Solidarnej Polski czy PJN, na wehikule politycznym, jakim jest PSL, mogliby wejść do Parlamentu Europejskiego. Myślę jednak, że byłaby to bardzo mała grupa ludzi, ponieważ sami kandydaci PSL-u niechętnie odstąpowaliby miejsca kandydatom innych partii. Poza tym, dochodzi tu kluczowa kwestia – połączenie tych trzech ugrupowań na wspólnej liście w wyborach do Parlamentu Europejskiego wcale nie oznaczałoby automatycznego zsumowania poparcia trzech partii. Z punktu widzenia PSL-u byłby to kiepski deal, tym bardziej, że wywołałby napięcia w partii. Trzeba też zwrócić uwagę, że główna siła napędowa takiego sojuszu – PSL byłaby również największym obciążeniem dla pozostałych dwóch ugrupowań. Stronnictwo ma renomę partii, która zajmuje się głównie organizowaniem stanowisk dla działaczy oraz ich krewnych, co potwierdziła afera taśmowa. Janusz Piechociński jest na tyle krótko prezesem, że nie zdołał tego zmienić i wątpię, żeby udało mu się w przyszłości. Musimy pamiętać, że zarówno Solidarna Polska, jak i PJN powstały na fali sprzeciwu wobec tego typu praktyk. Moim zdaniem połączenie się tych ugrupowań z PSL-em na wspólnej liście byłoby dziwacznym posunięciem i odebrałoby obu ugrupowaniom wiarygodność. Oczywiście to tylko moje kalkulacje. Politycy mogliby dojść do wniosku, że miejsce w europarlamencie nawet dla kilku działaczy jest na tyle cenne, że warto wejść w taki układ, który jest wyłącznie jednorazowym projektem. Być może takie rozumowanie ma pewne uzasadnienie, ale wydaje mi się się to wszystko czysto retorycznym zabiegiem Janusza Piechocińskiego.
Czyli kolejny chwyt PR-owy, a nie snucie poważnych planów politycznych?
Raczej tak bym to interpretował. Piechociński próbuje pokazać, że jest liderem myślącym „po nowemu”, gotowym tworzyć swoje ugrupowanie, niż przedstawiać propozycję na serio, mającą jakiekolwiek szanse na realizację.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Aleksander Majewski
