Bardzo dziwię się, że sam premier, któremu przecież powinno zależeć na zachowaniu pewnych pozorów, nie zauważa tego. Sytuacja wygląda tak, że syn premiera, czyli z samego tego faktu, osoba w pewnym stopniu uprzywilejowana, wynajmuje adwokata, który jest znany ze swoich politycznych koneksji (bo chyba mogę tego określenia użyć, wspominając choćby jego bliską znajomość z Radkiem Sikorskim), i próbuje za pomocą procesu zamknąć usta gazecie, która pisała o nim w kontekście bardzo poważnej afery.
Zarzuty Michała Tuska są moim zdaniem kuriozalne. Jeżeli dobrze rozumiem Tuska, to zarzuca on „Faktowi”, że w nadmierny sposób powiązał go ze sprawą Amber Gold. To rodzi pytanie, w jaki sposób pan mecenas Giertych zamierza zdefiniować to „nadmierne” powiązanie. Będzie mierzył rozmiar tekstu w gazecie, ilość użytych słów, czy może liczbę artykułów na ten temat? Trudno to sobie wyobrazić. Faktem jest, że Michał Tusk, jako syn premiera pojawiał się w kontekście afery Amber Gold, ale winien temu nie jest „Fakt”, ale Michał Tusk, który w takiej, a nie innej firmie pracował.
Po drugie, pan premier oraz jego syn muszą zrozumieć, że jeżeli pełni się jedną z najwyższych funckji w państwie, to trzeba pogodzić się z różnymi ograniczeniami i kosztami, które za tym idą. Jednym z takich kosztów jest to, że media mają pełne prawo do tego, by bardzo uważnie przyglądać się także członkom rodziny osoby publicznej i nie ma w tym absolutnie nic złego. Członkowie rodziny, w której jedna z osób jest na świeczniku, także podlegają takiej medialnej lustracji, zwłaszcza w państwie, w którym bardzo często dochodzi do łamania standardów przyzwoitości, a także czasem standardów korupcyjnych (nie mówię, że akurat w tej sprawie też tak jest, ale to się również zdarza, niedawno mieliśmy tego przykłady).
Zupełnie nie rozumiem oburzenia Michała Tuska. Uważam, że to wystawienie bardzo złego świadectwa o sobie samym, a także bardzo złego świadectwa o jego ojcu. Nie wiem, jaki udział ma w tej sprawie premier. Jednak na miejscu Michała Tuska powstrzymałbym się przed takimi działaniami. Komentując tę sytuację mam skojarzenia związane raczej ze standardami białoruskimi czy ukraińskimi, niż zachodnimi.
Not. Marta Brzezińska

