Fronda.pl: Jak ocenia Pan incydent do jakiego doszło dziś w Salonikach, gdy zaatakowano niemieckiego konsula?

 

Łukasz Warzecha (publicysta, „Fakt”): Myślę, że Grecy niejako instynktownie swoją dzisiejszą sytuację postrzegają jako skutek działań Niemców. Jest w tym trochę racji. Oczywiście sama Grecja nie rządziła się dobrze, ale kredytodawcy państwa greckiego - w tym również niemieckie banki - doskonale wiedzieli, jaka jest sytuacja Grecji, doskonale zdawali sobie sprawę, że – mówiąc językiem księgowych – księgi są fałszowane i kiedy wszystko się posypie, to państwo greckie finansowo się nie pozbiera. Mimo to nadal pożyczali pieniądze, które teraz chcą odzyskać. Gwarancja na odzyskanie tych pieniędzy musi się wiązać ze skrajnie brutalnymi cięciami finansowymi. To, co teraz funduje – pod dyktando Unii Europejskiej – rząd grecki swoim obywatelom, właściwie trudno nazwać jakąś procedurą naprawczą. To po prostu zażynanie! Tyle, że dla wielkich grup interesu nie ma to większego znaczenia. Agresja – nie bez powodu – kieruje się przeciwko Niemcom, bo to właśnie wpływ niemieckich banków jest duży, a poza tym, to właśnie Niemcy określają warunki, na jakich grecja otrzymuje pomoc z funduszu ratunkowego.

 

Jestem ciekaw, jak to się skończy. Dla samej Grecji, jak i jej obywateli, najlepszym rozwiązaniem byłoby ogłoszenie niewypłacalności państwa. Podobnie zrobiła kiedyś Argentyna, która po dwóch czy trzech latach turbulencji zaczęła wychodzić na prostą. Widać, że dotychczasowe tzw. działania naprawcze nie przynoszą skutku, natomiast są to kolejne długi, które należy będzie spłacić.

 



Czyli przelewanie z pustego w próżne...

 

Dokładnie. Musimy pamiętać, że państwo greckie zaczęło oferować sprzedaż swojego majątku w zamian za umorzenie długów. Ten majątek trafiłby w ręce wielkich korporacji, a jak wiadomo, każda wielka korporacja ma jakąś swoją ojczyznę. Gdyby ogłosić taką niewypłacalność, wierzyciele już by swoich pieniędzy nie odzyskali. Oczywiście nie byłoby to dla nich dobre rozwiązanie, ale jedyne wyjście dla państwa greckiego. A że obecnie mamy do czynienia z błędnym kołem, to i Grecy zaczynają okazywać swoją desperację.

 

Ciekaw jeste, jak to się ostatecznie zakończy. Myślę, że moglibyśmy wyciągnąć z tego wnioski również dla siebie. Należy rozważyć dwa scenariusze.

 



Jakie?

 

Pierwszy: Grecja staje się swego rodzaju kolonią najsilniejszych, a zwłaszcza Niemiec. Po jakimś czasie okazuje się, że państwa greckiego już praktycznie nie ma, a to, co było cenne, zostało sprzedane, natomiast Grecy żyją na krawędzi ubóstwa jako pracownicy najemni i nie mają żadnej własności. Trochę przypominałoby mi to sytuację Polski. Nie ma żadnego buntu, jest jak jest, długi są powolutku spłacane, ale państwo kompletnie straciło swoją suwerenność.

 

Drugi: Ostry sprzeciw, który w ogóle może zakwestionować cały mechanizm panujący w Unii, wedle którego wykupuje się majątek biednych za pieniądze, które im się wcześniej pożyczyło, wiedząc, że nie będą tego mogli - na normalnych zasadach - spłacić. Taki bunt rzeczywiście może wsytąpić. Wydaje mi się, że Grecy są coraz bardziej zdeterminowani i jeżeli ich rząd nadal będzie tak gwałtownie „przykręcał śrubę”, będziemy mieli do czynienia z jakąś otwartą wojną domową. Mieliśmy już duży bunt w Grecji, który został wygaszony, a rząd grecki robi to samo, co poprzednicy, którzy zostali zmuszeni do ustąpienia.

 



Czyli podobnych incydentów, jak ten w Salonikach, może być więcej?

 

Myślę, że czeka nas wybuch kolejnych masowych protestów. Tak jak wspominałem, taka mała wojna domowa. Pytanie tylko, do czego to może doprowadzić? Myślę, że nie można niczego wykluczyć, a proszę pamiętać, że Grecja ma swoją własną tradycję zamachów i rządów wojskowych. Wcale nie wykluczam, że ktoś sobie o tym przypomni. Może się okazać, że Grecy chcą junty wojskowej, byle tylko wyrwać się ze stagnacji w jakiej się znaleźli.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiał Aleksander Majewski