Fronda.pl: Radosław Sikorski zwrócił się do Unii Europejskiej ws. sprowadzenia wraku tupolewa. Jak ocenia Pan ten krok?

 

Łukasz Warzecha (publicysta, „Fakt”): Można umiędzynarodowić różne sprawy, czego przykładem jest kwestia rosyjskiego embarga na polskie produkty spożywcze. Chodzi o to, że Unia Europejska może forsować sprawę na poziomie swoich instytucji. W pewnych sytuacjach jest to dobra taktyka. Łatwiej jest bowiem zbywać Polskę, niż Unię Europejską jako całość. Aby dana sprawa stała się wspólna dla państw europejskich, trzeba unijnych urzędników gorąco namawiać, a właściwie prowadzić bardzo konsekwentną, upartą i często uciążliwą politykę. Właśnie dlatego, że dla państw europejskich takie sprawy są niewygodne, bo prowadzą do spięć, nieuchronnie prowadzą również doo pewnego konfliktu...

 

 

 

Czyli UE prowadzi politykę świętego spokoju w myśl której nie warto „zadzierać z niedźwiedziem”?

 

Myślę, że bardziej niż politykę świętego spokoju, niektóre państwa unijne prowadzą politykę własnych interesów. Gdyby minister Sikorski myślał o tym na serio, musiałby bardzo konsekwentnie, długo i wręcz uciążliwie tę sprawę forsować. Czy będzie miał do tego determinację? Prawdę mówiąc, trudno mi w to uwierzyć, tym bardziej, że obserwowałem, jak zachowywał się w kwestii katastrofy do tej pory. Chciałbym jednak podkreślić, że nie krytykuję jego kroku całkowicie i bezwarunkowo, bo chciałbym wierzyć w jakiś autentyczny zwrot i to, że minister Sikorski przyznaje się do swoich poprzednich błędów. Tyle, że wątpię w to, bo nie wierzę, iż Catherine Ashton radośnie podchywci tę sprawę i natychmiast zajmie się nią.

 

 

 

Jak rozumiem, można to potraktować jako pewną zagrywkę PR-owską i sygnał dla elektoratu PiS, że nie jest prawdą twierdzenie, iż politycy PO nie interesują się sprawą katastrofy smoleńskiej...

 

Oczywiście jest taka możliwość, choć moim zdaniem jest to dosyć ryzykowne, ponieważ obnaża to dotychczasowy brak działań. Stąd wzięła się krytyka ministra Sikorskiego, również ze strony jego partyjnych kolegów, np. Hanny Gronkiewicz – Waltz.

 

 

 

Co ciekawe, krytyka padła ze strony wszystkich ugrupowań: od Ruchu Palikota po PiS...

 

Owszem, pada ze strony wszystkich, bo rząd działa tak nieskutecznie, że każdy w tej chwili może upiec jakąś własną pieczeń. Choć, tak jak mówiłem, przyznanie się do porażki jako zagrywka PR-owska jest chwytem dość ryzykownym. Po pierwsze, trudno mi sobie wyobrazić, żeby minister Sikorski miał jakiś interes w przekonywaniu elektoratu PiS-u, bo przecież nigdy o to nie dbał, podobnie jak Platforma Obywatelska. Po drugie, osoby, które mają wyrobione zdanie na temat postawy PO wobec katastrofy smoleńskiej, nie zmienią własnych opinii pod wpływem jednego gestu ministra Sikorskiego. A po trzecie, skutek może być wręcz przeciwny, tzn. może być to potraktowane jako dowód na to, że rząd od początku źle prowadził te sprawy, od początku się mylił, a Radosław Sikorski od początku nie miał zamiaru działać na serio, a dopiero teraz zebrał się do działania.

 

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiał Aleksander Majewski