Fronda.pl: Czy ostatnie kiepskie notowania Platformy Obywatelskiej to wynik frustracji Polaków z powodu radarów?

 

Łukasz Warzecha (publicysta, „Fakt”): Jeszcze nie wiemy, jaki wpływ mają fotoradary na wyniki PO w sondażach, ale kiedy szukam jakiegoś klucza tąpnięcia, które staje się coraz bardziej widoczne, sprawa fotoradarów wydaje się jedyną możliwą kwestią. Co ciekawe, sondaż dający prowadzenie PiS pojawił się już po wyroku wydanym przez sędziego Tuleyę. Okazuje się, że sprawa fotoradarów, a konkretnie sposobu karania kierowców za zbyt szybką jazdę, jest jedyną rzeczą, która ma wpływ na notowania.

 

Jak duży będzie ten wpływ? Trudno powiedzieć, ponieważ kierowcy mają zbyt dużo rozbieżnych interesów, żeby zorganizować się w jakiś zorganizowany ruch, jak to miało miejsce w przypadku ACTA. Dlatego nie oczekiwałbym tu jakichś protestów, ponieważ kierowcy są z różnych „parafii”. Niezależnie od tego, deklarują swoje poparcie, również w sondażach i wyborach. Jak widać, sprzeciw płynie z różnych stron. Już można usłyszeć krytyczne opinie, nie tylko z mojej strony, ale również z ust Tomasza Lisa czy Jacka Żakowskiego.Ten ostatni bardzo dobrze uchwyciłl istotę problemu, pytając w radiu TOK FM: „Dlaczego to państwo tak mnie nie lubi?”. Za sprawę wzięli się też politycy. Dzisiaj słyszałem wypowiedź Ryszarda Kalisza, który stwierdził, że „PO zachowuje się jak PiS”, coś chce na tym ugrać również Janusz Palikot.

 

Platforma zostaje sama ze swoimi pomysłami. W tej chwili trwa tam jakaś gorączkowa rekalkulacja korzyści i strat. Korzyść jest budżetowa i oczywista, natomiast straty mogą być wzierunkowe i bardzo wymierne. Tak naprawdę autorami polityki Platformy są w dużej mierze specjaliści od PR-u. Jeśli dojdą do wniosku, że PO może na tym stracić, to być może będziemy mieli do czynienia z sytuacją jak w starym dowcipie o Żydzie, kozie i rabinie: w pewnym momencie pojawi się Donald Tusk jak Deus ex machina i oznajmi, że oczywiście te pomysły były zbyt daleko posunięte. Tym sposobem, być może nie będzie karania kierowców odebraniem prawa jazdy za podwójną prędkość, być może dostaniemy obietnicę, że zostanie zmienione rozporządzenie, wedle którego Główna Inspekcja Transportu Drogowego nie musi nam wysyłać zdjęcia z fotoradaru. Być może ktoś zajmie się również sposobem działania samej inspekcji.

 

Można powiedzieć, że ten temat jest lansowany jako temat zastępczy, bo z punktu widzenia funkcjonowania państwa nie jest istotny, ale ekscytują się nim ludzie. Tyle, że sprawy, które są z pozoru powierzchowne i nie mają wpływu na funkcjonowanie państwa, tworzą rzeczywistość w której żyjemy. I to właśnie one wyznaczają granice naszej osobistej wolności i ingerencji państwa w tę wolność. Taką kwestią są właśnie fotoradary. W gruncie rzeczy cała ta afera wokół nich zahacza o kwestie dotyczące filozofii państwa. Pytań o to, jaką cenę można płacić za bezpieczeństwo, o ile rzeczywiście chodzi o bezpieczeństwo, to jak głęboko można pozwolić państwu wtrącać się w nasze życie?

 

Jestem tym bardzo zaniepokojony i uważam, że jeśli sama władza skupia uwagę społeczeństwa i mediów na tzw. temat zastępczy, to może być jednak ważny problem.

 

Not. Aleksander Majewski