Gdybym miał wybrać najważniejsze wydarzenie minionego roku, chyba musiałbym powiedzieć rzecz dość oczywistą - były nim wybory. Z nich też wiele wynika. Po pierwsze sam wynik, w tym wynik Palikota, zaskakująco wysoki i jednocześnie zaskakująco duża przegrana PiS. Poza tym, skutkiem tych wyborczych wyników jest coraz wyraźniejszy rozjazd pomiędzy dwoma obozami politycznymi. I pozostaje pytanie - czy te dwie, coraz odleglejsze opcje da się jakoś skleić? Jarosław Marek Rymkiewicz twierdzi, że tego się już nie sklei, ja z kolei stoję po stronie tych, którzy uważają, że w ten sposób mówić po prostu nie wolno, bo państwo jest naszym wspólnym dobrem. Ten wynik wyborow pokazuje jeszcze, a może raczej niestety przyczynia się do popularyzacji tego pierwszego podejścia - oczywiście po obu stronach. I to nie tylko przekonania, że już nic się nie sklei, ale nawet, że nie warto już próbować. Kolejną konsekwencją wyborów jest oczywiście następny rozłam w PiS, czyli odejście grupy ziobrystów.
Gdybym natomiast miał wymienić jeszcze jedno ważne wydarzenie, ale już nie krajowe, to byłby nim kryzys w Unii Europejskiej i jego konsekwencje. Mam na myśli sytuację, w której zostajemy skłonieni, bo nie chcę powiedzieć zmuszeni, do tego, by zaakceptować plan ratunkowy, który jest wyraźnie "krojony" pod potrzeby dwóch największych państw unijnych. Dlo tego dochodzi votum separatum Wielkiej Brytanii, o którym wielu komentatorów mówi, że jest początkiem wychodzenia z Unii Europejskiej. To nam tworzy nową unijną rzeczywistość, której kształt w tym momencie nie jest jeszcze do końca określony, ale moim zdaniem nie jest dla nas korzystny. Bowiem coraz bardziej przypomina rzeczywistość dyktatu, wprawdzie okrytego mnóstwem lukru takiej bardzo tandentej retoryki wspólnotowej, ale która już tak naprawdę nic nie znaczy.
Jeśli chodzi o rok 2012, to nie spodziewam się raczej żadnego przełomu. Sądzę, że będzie wręcz przeciwnie - że będzie on bardzo nudny, bo niby z czego ten przełom miałby wynikać? Poza oczywiście czynnikami obiektywnymi - możliwe, że czeka nas ewidentny krach finansowy czy gospodarczy. To jest ten czynnik, którego nie sposób dzisiaj przewidzieć, ale właściwie jedyny, który może spowodować jakąś lawinową zmianę. Poza nim, żadnego takiego czynnika już nie widzę.
W przyszłym roku już nie czekają nas wybory, najbliższe będą dopiero w 2014. Opozycja wygląda na strasznie wyjałowioną - mam na myśli, umownie mówiąc, opozycję prawicową. Nie widzę tu żadnego ognia, żadnego pomysłu, zupełnie nie wiem, z czym ta opozycja mogłaby wystąpić, aby jakoś przeorać nasz scementowany układ na scenie politycznej. Jeżeli żadnego wyraźnego tąpnięcia nie spowodowała katastrofa smoleńska, to moim zdaniem już nic go nie spowoduje.
Jeżeli w nadchodzącym roku nie zdażą się żadne tąpnięcia związane z finansami, to Platforma Obywatelska też nie będzie forsować żadnych dramatycznych zmian - zreszta nigdy tego nie robiła. Donald Tusk chce raczej doczekać końca kadencji, żeby zająć się swoimi osobistymi planami, więc tym bardziej nie sądzę, żeby rząd zdecydował się na jakikolwiek odważny krok w jakiejkolwiek dziedzinie. Zresztą, tak naprawdę jedyna dziedzina, w jakiej potrzebne są zmiany, to gospodarka. Tutaj najpilniej należałoby działać, ale ten plan, który przedstawił Donald Tusk, jest - jak wiadomo - nie do końca sprecyzowany, rozłożony na wiele kolejnych lat, więc jakoś nie bardzo widzę, co by tu mogło spowodować jakąś znaczącą zmianę czy przełom. Raczej stawiałabym, że to będzie bardzo nudny rok.
Rozmawiała Marta Brzezińska

