Marta Brzezińska: Media informują, że warszawski ratusz utrudnia organizację obchodów rocznicy katastrofy pod Smoleńskiem. W jaki sposób?

 

Maciej Wąsik: Miasto nie udzieliło nam zgody na zajęcie pasa drogi. Mówiąc dokładniej – nie wydało jeszcze takiej decyzji, ale zażądało dokumentów, których nie jesteśmy w stanie w ciągu kilku uzyskać. Chodzi o projekt organizacji ruchu na Krakowskim Przedmieściu. Wydaje nam się jednak, że wcale takich dokumentów nie potrzebujemy, bo organizatorzy podobnych imprez nigdy nie byli o nie proszeni. Miasto potraktowało obchody rocznicy jako imprezę masową, a nie zgromadzenie publiczne. Uważam to za pretekst, by osłabić obchody, zakłócić organizację, a może nawet umożliwić prowokacje. Kiedy organizator posiada nagłośnienie (a do tego potrzebne jest zajęcie pasa drogi) wiadomo, że łatwiej zapanować nad tłumem.

 

Czy podobne problemy miały miejsce przy okazji przygotowania pierwszej rocznicy katastrofy pod Smoleńskiem w kwietniu 2011?

 

Nie, absolutnie nie. W ogóle, myślę, że w Ratuszu taki projekt o organizacji ruchu z ubiegłego roku się znajduje, więc chyba nie ma potrzeby tworzenia nowego. Od tamtego czasu niewiele się zmieniło na Krakowskim Przedmieściu. Co miesiąc na Krakowskim Przedmieściu odbywają się różne manifestacje, które pod względem organizacji ruchu wyglądają niczym się nie różnią, więc policja zapewne jest w posiadaniu stosownych projektów. My nie zdążymy ich przygotować w kilka dni.

 

Wiceszef gabinetu prezydenta Warszawy twierdzi, że ich wymagania są dyktowane normalnymi procedurami i nie jest to prześladowanie polityczne organizatorów obchodów rocznicy.

 

Proszę więc zapytać organizatorów Kolorowej Niepodległej, czy musieli składać podobne dokumenty w Ratuszu.

 

Obawiam się, że nie będą chętni do szczerych zwierzeń.

 

Wręcz przeciwnie – przyznali, że nie musieli takich dokumentów przynosić. Sytuacja jest jasna - po prostu jedne manifestacje są wygodne, inne już nie.

 

Rozmawiała Marta Brzezińska