- Wiesz tato, w przyszłym roku idziemy na całedwa tygodnie pielgrzymki – zapowiedziała mi Marysia, i to już dzień po tym, jak wróciliśmy z Jasnej Góry. A to, co powiedziała moja jedenastoletnia córka, było niezwykle bliskie także i mnie. Po kilkunastu latach przerwy w pielgrzymowaniu na nowo odkryłem moc, urok i pięlno pątniczej drogi. I mam głębokie przekonanie, że już z niego nie zrezygnuje.

A najzabawniejsze, że mimo zmęczenia, obtartych i opuchniętych stóp już dziś zazdroszczę (tak po chrześcijańsku) tym, którzy na Jasną Gorę wchodzą dziś. Dusza aż rwie się do tego, by być przed Wałami Jasnogórskimi, by paść krzyżem i klęknąć przez jasnogórską ikoną. I by mimo bólu, zmęczenia, frustracji po raz kolejny poczuć, co znaczy być Kościołem, i co znaczy być w drodze. I cieszę się, że córka będzie mnie dociskać, bo to znaczy, że fenomen pielgrzymowania w naszej rodzinie nie zaginie.

Tomasz P. Terlikowski