„Kościelno-prawicowa nagonka na gender nie jest zatem żadnym nieporozumieniem (chociaż ministra Kozłowska-Rajewicz zapewne musi pisać oświadczenia tak, jakby wierzyła, że nim jest). Przeciwnie – to przejaw p o r o z u m i e n i a między nową nacjonalistyczną prawicą a hierarchią Kościoła katolickiego czy (...) sojuszu Kościoła ze Stadionem. Ten sojusz dopiero się wykluwa, dlatego pilnie potrzebny jest mu wspólny wróg. Kibic i biskup – dziwna to para. A tu chodzi o to, by ich światy zrosły się w jedno w obliczu wspólnego zagrożenia. Gender idealnie się na takiego wroga nadaje – grzeszny i obcy jednocześnie, nieuchwytny i spiskujący przeciw nam: Polakom i katolikom” - oznajmia Graff na łamach „Krytyki Politycznej”.

 „Ideologia gender” to konstrukt genialny w swojej prostocie – dużo lepszy niż „lobby homoseksualne”, o feminizmie i cywilizacji śmierci nie wspominając. Nienawiść do „gender” łączy w sobie homofobię i niechęć do Unii Europejskiej z troską o rodzinę i dzieci” - uzupełnia.

A na koniec istota tego tekstu. Otóż sojusznikom chodzi o przejęcie władzy i o to, by zniszczyć ułomną polską demokrację. „Nie czarujmy się, że tu chodzi o fundusze unijne czy edukację równościową. Ci panowie zamierzają w Polsce przejąć władzę. Jeśli plan się powiedzie, za kilka lat będziemy ze wzruszeniem wspominać ułomną polską demokrację” - dodaje. A ja mogę powiedzieć tylko tyle, że fobie da się leczyć, podobnie jak myślenie spiskowe.

TPT/Krytykapolityczna.pl