- Ja nie mam z tym nic wspólnego, ten układ buduje poseł Jaworski, nieodpowiedzialnością swoją i on stoi na czele tego nieodpowiedzialnego układu, a nie Lech Wałęsa. Panie Jaworski opamiętaj się pan, nie opowiadaj pan głupot – grzmi Lech Wałęsa w rozmowie z TVN 24. - Nie dostaje żadnych pieniędzy. Mam 4 tys. zł miesięcznie, a resztę muszę sobie dopracować. Nie jestem w żadnej radzie nadzorczej, w żadnym układzie – dodaje były prezydent.


Chodzi o środową wypowiedź szefa pomorskiego PiS posła Andrzeja Jaworskiego, który zarzucił władzom Portu Lotniczego Gdańsk zatrudnienie Michała Tuska na specjalnych warunkach, co oznaczało trzy razy większe zarobki syna premiera od wynagrodzenia dyżurnego portu lotniczego.

- Osobami, które w tym układzie uczestniczą, jest środowisko polityczno-towarzyskie, uczestniczą w nim znani politycy Platformy Obywatelskiej i ludzie z biznesu, którzy czerpią pełnymi garściami tylko dlatego, że są związani z Platformą Obywatelską - powiedział na konferencji prasowej Jaworski.

Polityk tłumaczył, że do tzw. układu gdańskiego zalicza również dziennikarzy, głównie związanych z "Gazetą Wyborczą", a także osoby z tzw. nadania politycznego, które od dłuższego czasu "czują się w Gdańsku bezkarne".

 

Argumentacja pana prezydenta przypomina tytuł niezapomnianej amerykańskiej komedii "Nic nie widziałem, nic nie słyszalem" z Richardem Pryorem i Genem Wilderem w rolach głównych. Szczerze mówiąc, liczyłem na trochę więcej cwanaictwa ze strony Lecha Wałęsy.

 

AM/tvn24.pl