- Z mojej rodziny  jeszcze przed północą 13 grudnia internowano mnie i moich dwóch braci. Ojciec wracając ze strajku rolników zobaczył obstawiony dom i ukrywał się do kwietnia 82 r. W tych samych dniach internowano również szwagra mojego brata. W sumie z naszej rodziny w więzieniach było 5 osób. Początkowo byliśmy z braćmi więzieni w Białej Podlaskiej, potem do Włodawy. Ojciec trafił do Darłówka. Rozdzielono nas. Razem młodszym bratem trafiliśmy do więzienia w Kwidzynie. Tam nas pobito m.in. za napisy na ścianach w celach i plakaty. Zaliczyłem za to trzykrotnie ścieżki zdrowia. Opierałem się, że nie zdrapię w celi znaku Polski Walczącej i KPN, aż do momentu gdy zaczęto bić niemal do nieprzytomności najmłodszego z naszej celi Radka z Zamościa. Po tym biciu on został z poważnymi uszkodzeniami  głowy i oka przetransportowany helikopterem do szpitala. Pamiętam do dziś, jak zomowska pała owijała mu się wokół głowy. To było straszne. Widząc jak go katowali ugiąłem się i zacząłem zdrapywać napis w celi.

 

Dzięki interwencji Czerwonego Krzyża po trzech dniach zostałem przewieziony do szpitala. Tam m.in. rozpoznano u mnie wstrząśnienie mózgu. Wypuszczono Mnie po szpitalu do domu na dalsze leczenie, ale już czekał prokurator, który skazał mnie… za pobicie funkcjonariusza w wiezieniu. Paranoja. Stamtąd trafiłem do więzienia w Elblągu. Tam odbył się proces. Siedziałem do maja 83 r. Dostałem wyrok. Groziło ni nawet 25 lat za organizowanie buntu w zakładzie zmilitaryzowanym jakim było więzienie.

 

W więzieniu w Elblągu odmówiłem pracy, bo ona polegała na ręcznym szyciu pasków do zomowskich hełmów dla spółdzielni „Renoma”. Umieszczono mnie za karę na oddziale specjalnym, gdzie siedziałem w sumie chyba z 12-oma mordercami przez 8 miesięcy. Zdarzało się, ze celę zalewano wodą i wszystkie moje notatki i książki pływały. Dokuczali jak mogli.

 

Jak to znosiłem? Byłem młody, byłem trochę na luzie, choć przejść przez Kwidzyn to nie była taka prosta sprawa. Bicie do nieprzytomności i katowanie do zabicia Radka, który  nie miał nawet 18 lat… tego się nie zapomina. Dużo dawało i pomagało nam wsparcie Kościoła. Tam odwiedzali nas księża i biskupi.  

 

Skutki stanu wojennego i więzienia zaczynam szczególnie odczuwać w ostatnich kilku latach, bo zaczęły mi się poważne problemy z pamięcią. Gdy rok temu poszedłem do neurologa do zdiagnozował mi blizny po poważnych uszkodzeniach mózgu. To wynikało z urazów czaszki w więzieniu. Miałem uszkodzone przednie płaty mózgu, które odpowiadają za pamięć. Mam dopiero 55 lat i nie mogę przecież stracić pamięci. To jest skutek pobić sprzed 30 lat.

 

Jak patrzę na to z perspektywy lat? Cieszę się, że nie wszedłem politykę, choć były takie możliwości. Cieszę się, bo gdy widzę tam kolegów w parlamencie, to wiem, że dziś jestem po drugiej stronie. Dzisiejsza rzeczywistość wygląda gorzej niż 30 lat temu. Wtedy jedni byli z władzą a inni definiowali się jako antykomuniści. Dziś do końca nie wiadomo kto jest kim – dodaje Goławski.

 

Not. Jarosław Wróblewski