Dyskutowałem kiedyś na ulicy z młodymi ludźmi, którzy, kiedy dowiedzieli się, że jestem księdzem, zaczęli się ze mnie „nabijać”. No to mówię do nich: „Chłopaki, ale wasz problem nie polega na tym, że wy nie wierzycie w Boga, czy w księdza. Wasz problem polega na tym, że wy nie wierzycie w śmierć, nie wierzycie w to, że umrzecie”. I dopiero wtedy zaczęła się poważna dyskusja: a co, jeśli Kościół ma rację, że po śmierci coś się z człowiekiem jeszcze dzieje?

Wielki Post rozpoczynamy Środą Popielcową i gestem posypania głowy popiołem. Gest i słowa kapłana mówią nam „Prochem jesteś i w proch się obrócisz”, przypominając o śmierci i o śmiertelności człowieka. To niezwykle ważne przypomnienie dla żyjących w kulturze i cywilizacji, która zdaje się żyć, jakby śmierć nie istniała, która śmierć wyparła. Cywilizacji, która twierdzi, że starszych ludzi można odłączyć od kroplówki, a małe dzieci zabić, jakby śmierć nie niosła niczego niezwykle dramatycznego. Posypujemy głowy popiołem, aby pokazać: „a właśnie, że istnieje, ja też umrę”. Misterium paschalne jest odpowiedzią na nieuniknioną śmierć człowieka. Dar Boga z samego siebie, przejście ze śmierci do życia to ratunek dla człowieka, który za zło swojego życia jest skazany na śmierć.

Wchodząc w Wielki Post winniśmy pogodzić się z tym, że coraz mniej jesteśmy z tego świata, z tej aktualnej kultury i cywilizacji. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu była to kultura przesiąknięta chrześcijaństwem, obecnie liczy się z chrześcijaństwem coraz mniej. Chrześcijanin musi sobie uświadomić, że dziś jest powołany iść drogą inną niż świat, który go otacza; przynajmniej w pewnych momentach winien płynąć pod prąd. W Wielki Post musimy się po trosze z tego świata „wyłączyć”. Czas Wielkiego Postu jest czasem pokutnym. Jest czasem uświadomienia sobie miłości Boga, która najpełniej objawia się w Krzyżu. Krzyż, choć jest cierpieniem i śmiercią, objawia nam ogrom miłości Boga. Czasem boimy się Krzyża i czasu Wielkiego Postu, bo wydaje się, że zabierają nam one radość życia: nie wolno zjeść, nie wolno się zabawić. A przecież celem jest pokazanie, jak bardzo nas Bóg umiłował. Miłość to nie jest uczucie, miłość to ofiara z siebie dla drugiego. Do jakich granic? Do ostatecznych granic. Aż trudno uwierzyć, jak bardzo Bóg się dla mnie poświęca. I w Wielkim Poście chodzi o to, aby choć trochę pobyć z tym Bogiem, który niesie mój Krzyż, stać się Cyrenejczykiem solidarnym z Jezusem. Sensem Krzyża jest miłość – gdy sobie to uświadomimy, możemy przestać się bać.

W tym roku liturgicznym (tzw. rok A) niedzielne czytania i prefacje są częścią przygotowania katechumenów do przyjęcia Chrztu świętego. Czytania te (kuszenie Pana Jezusa, przemienienie na Górze Tabor, rozmowa z Samarytanką, uzdrowienie w sadzawce Siloe) pokazują nam, jak katechumen coraz bardziej wchodził w rozumienie tego, kim ma być, co to znaczy być chrześcijaninem. To, co się zaczyna popiołem, kończy się obmyciem wodą. Popiół brudzi, a woda chrzcielna jest znakiem obmycia. Od bezsensu śmierci nie musimy uciekać. Krzyż Chrystusa jest naszą nadzieją i rękojmią. Tym się różnimy od tego świata.

 

Ks. Andrzej Godyń SDB

not. roja

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »