Rozpoczęta przez PO propaganda poprawy relacji polsko-rosyjskich, która polega między innymi na bezpodstawnym chwaleniu rosyjskiego śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej, uzależniła polski rząd od Moskwy. Taktyka wmawiania opinii publicznej, że w sprawie Smoleńska jest wszystko w porządku, nie ma nieprawidłowości, a obecnie udało się poprawić stosunki między naszymi państwami, postawiła pod ścianą Donalda Tuska i jego rząd. Musi on brnąć w powtarzanie jak mantrę swojej opinii o śledztwie i Rosji. Jest bez wyjścia, nie może przyznać, że z premedytacją kłamał, źle ocenił sytuację, czy zmienił zdanie. To mogłoby doprowadzić do jego politycznego upadku i kompromitacji, szczególnie że polskie władze postanowiły poprawą stosunków Polski i Rosji chwalić się w całej Europie. Zaakceptowana przez polskie władze taktyka wyklucza zmianę stanowiska w sprawie śledztwa i naszych stosunków, nawet mimo oczywistych dowodów, że opinie o nich są bezpodstawne. PO działa więc - i zdaje się to akceptować – jak na rosyjskiej smyczy. Bez względu na to, co zrobią rosyjscy śledczy, co powie Putin z Miedwiediewem, jakie będzie orzeczenie sądu ws. Katynia, czy wnioski MAK ws. katastrofy smoleńskiej, polscy ministrowie będą musieli chwalić stosunki polsko-rosyjskie i działania kremlowskich władz.
Historia zatoczyła koło – taka myśl przychodzi do głowy, gdy widzi się reakcję Platformy Obywatelskiej na katastrofę smoleńską. Obecne uwiązanie polityków PO przez Kreml przypomina bowiem sytuację sprzed kilku lat. W podobny sposób dali się oni omotać środowiskom niechętnym PiS-owi, które rozpoczęły nagonkę na rzekomo totalitarny rząd. W nagonkę tę włączyli się wszyscy politycy Platformy. Opowiadali społeczeństwu o antydemokratycznych praktykach, łamaniu standardów państwa prawa, o wykorzystywaniu służb specjalnych do walki z opozycją, o zaszczuciu obywateli, budowie policji politycznej. Oszczerstwom nie było końca. PO w latach 2006-2007 mogła obrzucić rząd Jarosława Kaczyńskiego każdym zarzutem. Kłamliwa kampania, dzięki wzmocnieniu mediów i środowisk wywodzących się ze służb PRL, pozwoliła Platformie zdobyć w Polsce władzę. Jednak jednocześnie PO straciła suwerenność (o ile w ogóle ją miała, co poddają w wątpliwość słowa G. Czempińskiego dotyczące okoliczności jej powstania). Nie mogła przerwać kampanii, musiała brnąć w fałszywe oskarżenia. Inaczej stałaby się niewiarygodna.
Dlatego po zwycięstwie wyborczym powołała kilka komisji śledczych badających rzekomo totalitarne praktyki rządu PiS-u. Dotąd jednak nie znalazły one dowodów na łamanie prawa przez byłych ministrów i premiera. Po odsunięciu od władzy Prawa i Sprawiedliwości politycy PO nie zaprzestali swojej praktyki. Kontynuowali swoją agresję, nienawiść i rzucanie oszczerstw. Uderzyli z jeszcze większą siłą w Lecha Kaczyńskiego i opozycję. To oni stali się obiektem okrutnego przemysłu nienawiści. Politycy rządzący byli w stanie zwalczać ich wszelkimi sposobami, uciekając się do podłych oszczerstw i hańbienia. Lecha Kaczyńskiego nie oszczędzili nawet po śmierci, oskarżając go o spowodowanie katastrofy smoleńskiej, czy pijaństwo na pokładzie samolotu. Ani 10 kwietnia, ani ostatnia tragedia w Łodzi, które były wynikiem m.in. ostrej nagonki na środowisko PiS i jego zwolenników, nie otrzeźwiły działaczy PO. Platforma winą za jedną i drugą tragedię stara się obarczyć nie kogo innego tylko Prawo i Sprawiedliwość, a w szczególności jego prezesa Jarosława Kaczyńskiego.
Włączenie się w nagonkę na rząd PiS ubezwłasnowolniło Platformę. Musiała się ona wycofać ze wszystkiego, co robili poprzednicy. Nie mogła przecież obrać w żadnej kwestii takiego samego kursu, jak „totalitarny” rząd Jarosława Kaczyńskiego, czy „nieudolny” Lech Kaczyński, nawet jeśli był on korzystny dla Polski. Rząd Donalda Tuska robił więc wszystko na odwrót niż poprzednicy, tylko po to, by zaznaczyć różnicę między PO a PiS-em. Tylko taka taktyka była klarowna dla społeczeństwa. Podobnie jak obecnie ws. katastrofy smoleńskiej i stosunków polsko-rosyjskich, rząd PO-PSL stracił możliwość rewizji swojego stanowiska. Musiał za każdym razem pokazywać swoją inność od PiS-u. Co gorsze stał się również zakładnikiem.
Zarówno włączenie się w nagonkę na PiS, jak i obecne chwalenie Rosji działa bowiem jak umowa dwustronna. Rosja, a wcześniej służby post PRL-owskie, mają broń, która może zmieść Platformę ze sceny politycznej. Jeśli będzie ona próbowała się „rzucać”, do mediów zawsze mogą trafić dowody na nieprawidłowości przy śledztwie smoleńskim. Ten sam mechanizm działa w kwestii rzekomo totalitarnych praktyk PiS-owskich rządów. Wystarczy, by media dostały dowód, że PO wiedziała o nieprawdziwości swoich oskarżeń z lat 2006-2007, by ją utopić. A że dowody takie istnieją nie ma wątpliwości, biorąc pod uwagę kuriozalność zarzutów wobec rządu Kaczyńskiego. Kreml i środowiska byłych służb, dając odpowiednie przecieki prasie, niczego nie ryzykują, więc PO znajduje się w bardzo trudnej sytuacji.
Wygląda na to, że Platforma Obywatelska po raz kolejny dała się złapać w pułapkę zakłamania. By mieć szanse na polityczne przetrwanie musi mieć dobre stosunki ze swoimi wierzycielami. Do nich należą również media w Polsce, które wspierają rząd Donalda Tuska od samego początku. Ich reakcja na katastrofę smoleńską i zmiana wizerunku Lecha Kaczyńskiego w środkach masowego przekazu były swego rodzaju ostrzeżeniem dla Platformy Obywatelskiej. Bez poparcia mediów PO nie ma Polakom niczego do zaoferowania. Media, gdy będą chciały, mogą bowiem skutecznie uniemożliwić Platformie straszenie społeczeństwa powrotem IV RP. A do tego sprowadzają się ostatnie kampanie wyborcze Platformy Obywatelskiej. Partia rządząca w Polsce działa więc jak marionetka, pociągana za sznurki i ograniczana przez wiele środowisk. Wspólnym mianownikiem ludzi mających wpływ na PO są ich związki z Rosją i ich prorosyjski światopogląd. Wygląda więc na to, że po katastrofie smoleńskiej partia Tuska została dokładnie opleciona rosyjskimi mackami i ruszyć się może tylko tam, gdzie jej centrum decyzyjne pozwoli. To samo centrum, które 10 kwietnia wydało rozkaz, by pozwolić rządowemu Tu-154 na lądowanie w Smoleńsku...
Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

