„Anioł Północy” i „Między matriksem a krucyfiksem” – to książki zupełnie różne. Pierwsza składa się z dłuższych, pogłębionych esejów, które Górny publikował m.in. na łamach „Frondy” (choć część jest zupełnie nowa lub znacząco przerobiona); druga to natomiast efekt długoletniej współpracy z dominikańskim miesięcznikiem „W drodze”, gdzie redaktor naczelny „Frondy” publikował comiesięczne felietony. Obie książki różni zatem forma. Ale tym, co je łączy, jest pasja wędrowania po świecie (przede wszystkim idei, ale również rzeczywistym) i odkrywania rzeczywistości niewirtualnej, niezapośredniczonej przez media, niezafałszowanej przez rozmaitej maści rewolucjonistów.
Raport z pola bitwy
Prowadzi nas zatem Górny w obu tych książkach po świecie Zachodu. Pokazuje źródła głębokiego kryzysu, który go dotyka. Analizuje niszczenie rodziny w Szwecji, rozwój eutanazizmu czy upadek Kościoła w Holandii, a także analizuje nowoczesne zwyczaje pogrzebowe w Czechach (pochówki bez jakichkolwiek oznaczeń). Mocne wrażenie robią też swoiste „pocztówki” z miejsc kluczowych starć współczesności, jakimi w istocie były felietony w miesięczniku „W drodze”. Tu znajdziemy zarówno wspomnienia z Argentyny, w której oddaje się boski niemal kult Diego Maradonie czy Evicie Peron, jak i opis spotkania z kolegą z Ukrainy, który w kilka miesięcy został najpierw księdzem greckokatolickim, a później prawosławnym biskupem.
Ale bitwa, o której mowa, ma nie tylko wymiar doczesny. Jak zwykle u Górnego jest ona również bitwą duchową, której ostatecznym wymiarem jest zbawienie lub potępienie. Stąd w najnowszych książkach redaktora naczelnego „Frondy” znajdziemy także teksty o życiu wiecznym i o tym, jak pobożna (za taką uważana) dziewczyna trafiła do czyśćca, a potępiona przez całą wioskę za aborcję kobieta od razu poszła do nieba.
Jest nadzieja?
Ale myliłby się ten, kto chciałby sprowadzić obie książki Górnego tylko do raportu z pola walki. One są zdecydowanie czymś więcej. Ich autor jeżdżąc po świecie, ale i wczytując się w kolejne istotne książki, interesuje się nie tyle analizą zła, ile poszukiwaniem znaków nadziei. I znajduje je. W Janie Pawle II, Benedykcie XVI, Bernardzie Nathansonie, ks. Richardzie Neuhasie, arcybiskupie Kazimierzu Majdańskim, w św. Faustynie, wizjonerach z Fatimy czy La Salette czy wreszcie w dzieciach z hospicjum.
Tekst o nich jest jednym z najmocniejszych w „Między matriksem a krucyfiksem”. „Jeden z moich rozmówców chorował na postępujący zanik mięśni i w pewnym momencie stracił zdolność oddychania. Żył dzięki specjalnemu urządzeniu, które miarowo, co kilka sekund, uciskając przeponę, wypychało mu powietrze z płuc. Żadne z dzieci, z którymi rozmawiałem, nie skarżyło się na swój los. (…) W towarzystwie chorych dzieci i ich rodzin nie opuszczało mnie wrażenie, że «objawiają się na nich sprawy Boże». Te sprawy to przyjmowanie daru życia, uczynki miłości, zgoda na wolę Bożą we własnym życiu. Zrozumiałem wtedy, co znaczą słowa, że przeznaczeniem człowieka jest żyć na chwałę Bożą. Nie każdy może tworzyć, nie każdy może mieć dzieci, nie każdy może podróżować, nie każdy może robić tysiące innych rzeczy – ale każdy i w każdej sytuacji może w swoim ciele oddawać chwałę Bogu. Nawet ktoś przykuty do łóżka, którego życie może się wydać innym bezwartościowe” – przekonuje Górny.
Czekając na Konstantyna
Znakami nadziei są jednak nie tylko osoby, ale również wydarzenia czy wręcz całe narody. Górny z pasją poszukuje miejsc czy sytuacji, które dają nadzieję na to, że Europa wyjdzie ze stanu barbarzyństwa i powróci do cywilizacji, którą ją zbudowała. Laicyzacja - i widać to doskonale w kolejnych rozdziałach książek - to dla niego nie tyle europejska norma, ile wyjątek, przypadek, coś, co nie może trwać wiecznie. Normą cywilizacyjną jest bowiem religijność, a nie jej brak.
Podsumowując można więc powiedzieć, że Górny wśród ruin naszej cywilizacji poszukuje znaków nadziei na to, że odrodzi się ona w postaci jakiejś nowej Christianitas. Takie rzeczy już się przecież zdarzały. Święci Augustyn i Benedykt żyli w trakcie upadku imperium, ale to ich myśl i działanie stały się fundamentami średniowiecznej Christianitas. I redaktor naczelny „Frondy” szuka ludzi, znaków i wydarzeń, którzy mogą stać się w naszej barbarzyńskiej erze podobnymi fundamentami dla jakiejś przyszłej – może europejskiej, a może już nie – Christianitas. Christianitas, która zastąpi nihilistyczną Europę, która zabija już nie tylko dzieci, ale także starców czy znudzonych życiem.
Tomasz P. Terlikowski
G. Górny, Anioł Północy, Warszawa 2010, Wydawnictwo Fronda, ss. 337
G. Górny, Między matriksem a krucyfiksem, Poznań 2010, Wydawnictwo W drodze, ss. 285.
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »



