W hali sportowej Łuczniczka właśnie miał rozpocząć się mecz Białoruś-Litwa, gdy białoruscy kibice rozwiesili na trybunach wielką biało-czerwono-białą flagę. Grupą od razu zainteresowali się organizatorzy turnieju. Zażądali, by flaga zniknęła. Jak relacjonował stacji Biełsat jeden z kibiców Aleś Alachnowicz, kibice od razu wyciągnęli mniejsze flagi, które w ich opinii nie powinny nikomu przeszkadzać.
W ten sposób kibice dotrwali do przerwy w meczu. Gdy telewizje przestały transmitować, co dzieje się w hali, do kibiców podeszło siedmiu ochroniarzy. Poinformowali przyjezdnych, że podczas meczu nie powinni wywieszać nieoficjalnych symboli. Doszło do sprzeczki, której świadkiem byli m.in. Polacy i Litwini siedzący na trybunach. Jeden z litewskich kibiców solidaryzując się z Białorusinami przyłączył się do nich ze swoją flagą. Wszyscy świadkowie stanęli po stronie Białorusinów. Mimo protestów troje kibiców z Białorusi zostało wyprowadzonych siłą z sali. Jak tłumaczył Alachnowicz, zostali usunięci na żądanie jednego z białoruskich działaczy sportowych towarzyszących ekipie.
To nie pierwszy przypadek szykanowania kibiców z Białorusi, którzy wywieszają flagę nieuznawaną przez władze w Mińsku. Do takiej samej sytuacji doszło np. w Belgii na meczu piłki nożnej. Na grupę białoruskich kibiców napadli wtedy ludzie towarzyszący białoruskiej reprezentacji. Również pod wpływem żądań białoruskiej ambasady organizatorzy meczu ukryli białoruską flagę zawieszoną na jednej z trybun.
Świadkowie sobotniego zdarzenia zapowiedzieli, że pociągną organizatorów meczu do odpowiedzialności. Chcą zwrócić się do prokuratury oraz do FIBA (Międzynarodowej Federacji Koszykówki). Na stronie Facebook.com utworzyli stronę, gdzie można podpisać list protestacyjny.
Biało-czerwono-biała flaga i herb pogoni były oficjalnymi symbolami narodowymi Białorusi w okresie 1991-95. Po roku 1995 białoruski prezydent Aleksander Łukaszenka wprowadził nową, przypominającą sowiecką, symbolikę. Białoruskie władze prześladują osoby, które pojawiają się z nieuznawanymi flagami w miejscach publicznych, uznając ich za zwolenników opozycji i wrogów władzy.
żar/Wpolityce.pl

