- Myślałem, mówiąc krótko, że pedałom jest w Polsce raczej źle, a tu się okazuje, że nie tylko się panoszą, ale chcą nam zniszczyć fundamenty kultury i moralności – przekonuje dalej Lis. I z właściwą sobie gracją rozprawia się z wszystkimi argumentami, które na dowód coraz silniejszego homolobby przedstawiła „Rzeczpospolita”.
- Okazuje się, że „mniejszości seksualne chcą, by w książkach dla szkół pojawiły się »różne wzorce rodziny«, a MEN ulega”. Zły MEN! Wzorzec jest jeden! Jaki? Taki, o jakim pisze do premiera Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej imienia Piotra Skargi, które żąda, by nie popierał on skandalicznych i amoralnych aktów prawnych, takich jak projekty ustaw o związkach partnerskich – wyśmiewa Lis, który z niewiadomych powodów uznaje, że istnieje jakiś inny niż zwyczajny model rodziny, w którym jest ojciec i matka...
W świecie Lisa nie ma oczywiście homolobby, które prześladuje normalność, nie ma ogromnych instytucji, które wytaczają procesy każdemu, kto zakwestionuje wymarzoną płeć posła i przypomni, że jest jeszcze coś takiego jak płeć genetyczna. W kraju, w którym żyje Lis nie ma instytucji i ekspertów, którzy przekonują, że każdy kto uznaje, że ojciec, matka i dzieci to rodzina, a nie jest rodziną dwóch panów i pies, czy pani z kaktusem... I nie ma w nim także lekarzy, którzy przyznają, że homoseksualizm jest szkodliwy dla zdrowia, ale tego nie powiedzią, bo to byłby koniec ich kariery...
TPT/Newsweek.pl
