Manifestujący przynieśli ze sobą transparenty z hasłami "POlicja medialna", "Miała być druga Irlandia, a jest druga Białoruś" czy też stylizowany na medialny przekaz dotyczący zatrzymanych "Platforma O.". Pikietujący głośno domagali się zaprzestania procederu usuwania z mediów (zwłaszcza publicznych) dziennikarzy z powodu ich poglądów. Część manifestujących miała na twarzach maski z zaklejonymi ustami, przedstawiające zwolnionych dziennikarzy.

W demonstracji wzięli udział, a także zabrali głos bezpośrednio zainteresowani - wśród manifestujących pojawili się Bronisław Wildstein, Jan Pospieszalski, Ewa Stankiewicz i Grzegorz Braun. Oprócz nich głos zabrali Jan Pietrzak oraz warszawski radny Andrzej Melak, brat Stefana Melaka, który zginął w katastrofie smoleńskiej.

Bronisław Wildstein podkreślił w swoim przemówieniu, że problemem nie jest wyrzucanie konkretnych osób, ale ograniczanie pluralizmu w mediach. Zaznaczył, że niezwykle istotne jest to, aby widzowie i odbiorcy mogli zapoznać się z różnymi poglądami widzenia. Z kolei Jan Pospieszalski zauważył, że problem zaczął narastać po emisji filmu "Solidarni 2010", bo jak to ujął, film ten pozwolił zabrać głos ludziom z ulicy i to właśnie z tego powodu był tak bardzo krytycznie odbierany wśród części społeczeństwa.

Sporą część manifestacji poświęcono problemowi katastrofy smoleńskiej oraz jej obecności w mediach. Zebrani odczytali także apel do Polaków, w którym wyrazili swoją dezaprobatę wobec działań rządu dotyczących sprawy wyjaśnienia przyczyn tejże katastrofy. Pikieta "w obronie wolności słowa" została zorganizowana przez Stowarzyszenie Solidarni 2010, Stowarzyszenie Twórców dla Rzeczpospolitej, Stowarzyszenie KoLiber i Polską Rację Stanu.

mf

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »