„Doprowadźmy więc do debaty, która będzie może ostra, ale niech będzie rzeczowa, i w której nikt nie będzie drugiego posądzał o brak dobrej woli” - proponuje publicysta Duetsche Welle.
Problem imigrantów wzbudza w Niemczech większe emocje niż jakikolwiek inny spór w ostatnim ćwierćwieczu – pisze Christoph Hasselbach.
„Toczy się ona między tymi, którzy zażarcie popierają przyjmowanie jeszcze większej liczby uchodźców i którzy są gotowi zajmować się nimi nawet osobiście. Ale są też tacy, którzy ostrzegają przed możliwymi następstwami i tym, że przyjęcie uchodźców będzie ponad siły i że w kraju pojawi się zbyt wiele elementów obcych. Jedni zarzucają innym brak miłosierdzia a nawet rasizm; z drugiej strony przychodzi zarzut naiwności i obydwie strony są głęboko przekonane, że mają rację. Są też tacy, którzy w ogóle nic nie mówią, tylko podpalają schroniska dla uchodźców” - pisze dziennikarz. Hasselbach w bardzo ostrożny sposób stawia tezę, iż polityczna poprawność w Niemczech uniemożliwia szczerą rozmowę na temat tego, jak zachować się w sytuacji, gdy przybysze czekają u bram Europy.
„Tłumienie takich niewygodnych pytań i pozostawienie ich rozwiązania ekstremistom, byłoby bardzo niebezpieczne. Być może ogromny napływ imigrantów do Niemiec okaże się wielką szansą dla naszego kraju, jak chcą to widzieć optymiści. Ale nawet wtedy nie zaszkodzi, jeżeli najpierw krytycznie się o tym podyskutuje. Bowiem nawet optymiści, do których należy kanclerz Merkel podkreślają, że będzie to największe wyzwanie stojące przed Niemcami na najbliższe dziesięciolecia” - podkreśla publicysta.
Jak się okazało już po publikacji tekstu, politpoprawność w debacie publicznej nie przeszkodziła Niemcom we wprowadzeniu kontroli na granicach.
KJ/Dw.com
