Sytuacja w Kazachstanie staje się spokojniejsza. Władze kraju przekonują, że wczoraj udało się przywrócić porządek publiczny we wszystkich regionach. Po zamieszkach rozpoczyna się czas żałoby.

2 stycznia w Kazachstanie rozpoczęły się gwałtowne protesty wywołane ogromnymi podwyżkami cen gazu i paliwa. Były one krwawo tłumione przez siły bezpieczeństwa, którym prezydent Kasym-Żomart Tokajew rozkazał bez ostrzeżenia strzelać do protestujących „tak, żeby zabić”. „Siły pokojowe” wysłała postsowiecka Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym. Wczoraj Kazachskie MSW poinformowało, że w czasie tłumienia protestów „zlikwidowano” 26 osób. Zginęło też 18 funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa.

Dziś w Kazachstanie jest już spokojniej. Władze przekonują, że udało się opanować sytuację. Na ulicach Ałmaty wciąż leżą ciała zabitych. W sklepach brakuje chleba, a transport publiczny nie działa.

- „W wielu regionach kraju organy ścigania kontynuują działania operacyjne w celu identyfikacji i zatrzymania przestępców. Liczba osób zatrzymanych na tę godzinę to 4 404 osoby”

- poinformowało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych.

Prezydent Kasym-Żomart Tokajew ogłosił dziś 10 stycznia dniem żałoby narodowej.

- „Ze względu na wiele ofiar ludzkich w wyniku tragicznych wydarzeń w kilku regionach kraju prezydent Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew podjął decyzję o ogłoszeniu 10 stycznia 2022 r. dniem żałoby narodowej”

- czytamy w komunikacie służb prasowych prezydenta.

O wsparcie Tokajewa zaapelował były prezydent Nursułtan Nazarbajew, który według protestujących w rzeczywistości wciąż rządzi krajem „z tylnego siedzenia”. Rzecznik byłego prezydenta przekazał, że ma on stały kontakt ze swoim następcą i odbył też kilka rozmów telefonicznych z szefami zaprzyjaźnionych państw. Podkreślił, że były prezydent przebywa w kraju, zaprzeczając wcześniejszym doniesieniom o jego wyjeździe.

kak/PAP, Interia.pl