- Miejsca pamięci ofiar represji powinny być traktowane jak świątynie narodowe – napisali w swoim proteście historycy z Memoriału. - Ściany tego budynku słyszały ostatnie słowa, krzyki i jęki tysięcy ludzi, którzy zostali tu skazani na rozstrzelanie przez najwyższy organ sowieckiego bezprawia – tłumaczą.
– Na pewno zapadały tam wyroki. Nie mamy dowodów w postaci dokumentów, ale najprawdopodobniej w piwnicach budynku wykonywano także część wyroków – mówi Arsenij Rogiński z Memoriału.
Memoriał już w 1989 roku prosił władze Moskwy o utworzenie w "Domu rozstrzeliwań", jak nazywany jest budynek przy ul. Nikolskiej nieopodal Kremla, muzeum terroru i stalinowskich represji. Dokładne plany moskiewskiego ratusza nie są znane.
– Być może powstanie tam biurowiec, może jego pracownicy uznają to miejsce za przytulne – dodaje członek Memoriału Nikita Pietrow. – Ale jest to miejsce oblane łzami, wewnątrz ludzie byli skazywani na śmierć, może rozstrzeliwani. Na zewnątrz stali ich krewni – tłumaczy.
W Moskwie nie ma ani jednego postawionego przez państwo pomnika ofiar stalinowskich represji. Upamiętniający je Kamień Sołowiecki, umieszczony na placyku nieopodal Łubianki, działacze Memoriału przywieźli na początku lat 90. z Sołowek, gdzie w latach 20. XX wieku powstał pierwszy w ZSRS obóz dla więźniów politycznych.
mm/Rp.pl
Ważne lektury:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »




