W ostatni wtorek, siedmiu rodziców, wraz z prawnikiem złożyło skargę, twierdząc, że ten program zachęca do hinduizmu i przez to narusza wolność religijną. "Praktyki jogi to nie tylko przyjemność, lecz jest ona praktyką religijną", twierdzi Marsha Qualls, jedna z matek. Choć są to tylko techniki, są one same w sobie "rodzajem modlitwy."

 

Zajęcia mają się zająć od stycznia we wszystkich dziewięciu szkołach, mimo protestu rodziców, którzy ostrzegają, że są gotowi wnieść pozew do najwyższego sądu USA, powołując się na gwarantującą wolność wyznania konstytucję,  aby tylko wstrzymać ten pomysł w jego realizacji. Mówią, że zajęcia jogi będą indoktrynować ich dzieci w światopogląd wschodnich religii.

 

Urzędnicy po przyjęciu pisma powiedzieli, że podtrzymują stanowisko, niechęci do zaangażowania  religijnego. Wobec poważnego powoływania się na podważenie wolności religijnej, gwarantowanej w konstytucji USA, obiecano ponownie poprzeglądać program i ponownie go rozpatrzyć na przyszłym posiedzeniu.

 

 Portale chrześcijańskie stawiają przy tej okazji, znane także i w Polsce pytania, czy joga, która jest praktyką religijną, może być ograniczona po prostu do ćwiczenia. Czemu zatem nadal nazywana jest jogą a nie po prostu ćwiczeniami?  Gdzie znajduje się ta nieprzekraczalna granica, za którą jest grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu, niezwykle ważnym dla chrześcijan, żydów i muzułmanów? 

 

Na całym świecie, a szczególnie w USA sygnalizowane są przypadki tzw. kryzysu kundalini (Physio Kundalini Syndrome), czyli zespołu niepokojących objawów wywoływanych uprawianiem jogi poruszającej energią kundalini (jej nazwa od imienia hinduskiej bogini przestawianej jako wąż). Jest to poważnie traktowana jednostka chorobowa, znana wielu lekarzom. Większość z tych „objawów” jest znanych z praktyk księży egzorcystów i według ich świadectw, niknie po modlitwie o wyzwolenie Por. http://en.wikipedia.org/wiki/Kundalini_syndrome

 

MP/huffingtonpost.com