Czy polski rząd działa w obronie prześladowanych w Indiach chrześcijan? Tak - uważają senatorowie PO. Przeciwnego zdania są senatorowie PiS. Efekt jest taki, że Komisja Spraw Zagranicznych Senatu nie przyjęła projektu uchwały nawołującej rząd do podjęcia działań dyplomatycznych powstrzymujących rzeź.

Dyskusja w komisji wyglądała, jakby to od polskich senatorów bezpośrednio zależało życie i śmierć dziesiątek tysięcy indyjskich chrześcijan. Parlamentarzystom PO nie podobała się treść uchwały zaproponowanej przez senatorów PiS, bo podobno sugerowała, jakoby rząd nie zrobił do tej pory nic w tej sprawie. Zgłosili więc poprawki, zgodnie z którymi uchwała zwraca się do rządu "o kontynuowanie działań w obronie prześladowanych chrześcijan".

Senat prawie przyjął uchwałę w nowym brzmieniu, gdyby nie jej trzeci akapit, który znów wywołał wielką dyskusję. W efekcie na posiedzeniu izby będą przedstawione dwa projekty uchwały – autorstwa komisji oraz wniosek mniejszości, autorstwa Witolda Idczaka z PiS. Debata będzie zapewne równie burzliwa, jak obrady komisji.

Chrześcijanie w Indiach. Źródło

Tymczasem w Indiach nadal trwają prześladowania. Tamtejszy rząd postanowił zamknąć wszystkie obozy dla uchodźców. Schronienie w nich znalazło ok. 20 tysięcy osób, większość z nich spędziła tam święta Bożego Narodzenia. - Chrześcijanie w Kandhamal są traktowani jak zwierzęta. Żyją w strachu i nie mogą nigdzie znaleźć schronienia – twierdzi franciszkanin o. Nithiya. Zakonnik negatywnie ocenia pomoc dla prześladowanych ze strony rządu. - Bezpieczeństwo jest utrzymywane jedynie w dużych miastach, ale w odległych od nich wioskach jest nadal bardzo niebezpiecznie – uważa o. Nithiya. Podobnego zdania jest arcybiskup diecezji Cuttack-Bhubaneswar, Raphael Cheenath. Jest zawiedziony raportem Sądu Najwyższego, który stwierdził, że należy zmniejszyć ochronę policyjną w stanie Orissa. - Za wydawane przez rząd odszkodowanie nie można zabezpieczyć nawet podstawowych potrzeb – dodaje duchowny.

W południowo-zachodnim stanie Karnataka dotkliwie pobito nauczyciela katolickiej szkoły w Merlapadavu. Hinduistyczni napastnicy bili go kijami po głowie. Nie ulega wątpliwości, że James Victor Menezes miał zginąć. Cudem uszedł jednak z życiem, dzięki stanowczej reakcji przechodniów. Napad na nauczyciela był karą za rozdawanie darmowych egzemplarzy Pisma Świętego, wydanych przez Towarzystwo Biblijne. I tym razem policja nie ujęła winnych. Kilka dni wcześniej w tym samym stanie spłonął protestancki kościół w wiosce Davengere. W sumie od września 2008 roku w stanie Karnataka spalono już 24 chrześcijańskie świątynie.

sks, ksek, ND, kath.net, RV

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »