„W Ghanie wierzy się, że niepełnosprawne dzieci zostały opanowane przez złego ducha i że będą sprowadzać na rodzinę i społeczność nieszczęście. Aby temu zapobiec, noworodka trzeba zabić. Zdarzało się też, że zabijano dzieci urodzone w momencie jakiegoś rodzinnego nieszczęścia, np. w dniu, kiedy kuzyn złamał nogę. Wyrok wydaje wróżbita, który nie musi nawet obejrzeć dziecka, a kat podaje truciznę sporządzoną z lokalnych roślin” - podkreśla dziennikarz „Gazety Wyborczej”.

A jego szefowie nie są chyba w stanie dostrzec, że to samo dzieje się w Polsce. U nas dzieci niepełnosprawne uznaje się za niegodne życia (bo wymagające od rodziców heroizmu, a do tego „skazujące” ich na trudniejsze życie), i wydaje zgody na to, by najpierw je otruć, a później wywołać poród u matki, która rodzic ma martwe dziecko. Wyrok wydawany jest przez lekarzy i przez nich również wykonywany.

Rezygnacja z jednego dla dziennikarzy „GW” jest osiągnięciem (i tu trudno się z nimi nie zgodzić), ale próby zakazania drugiego to już zamach na wolność kobiet, fundamentalizm katolicki i niewątpliwa zbrodnia. I to by było tyle na temat logiki i konsekwencji zwolenników aborcji.

TPT/Wyborcza.pl