Zdarzało Wam się grać przed kilkudziesięciotysięcznym tłumem, ale nie słychać o was mediach. Czyżby to, że jesteście zespołem chwalącym Boga, było jakąś barierą?

Muzyka modlitewna nie ma lekko w Polsce, w innych krajach jest znacznie lepiej. W Stanach Zjednoczonych czy Brazylii muzyka chrześcijańska ma swój rynek. Media nie traktują jej po macoszemu. W Polsce kulturalną aktywność katolicką powszechnie postrzega się jako amatorską, bo i taką jest w większości. Niemniej jednak w ostatnich latach udało się stworzyć wiele projektów kulturalnych na bardzo wysokim poziomie. Dotyczy to wszystkich sztuk. Najtrudniej jest chyba jednak z muzyką, z tekstem odwołującym się wprost do Boga. Ludzie jej publiczną prezentację często odbierają jako nachalną, jako zamach godzący w ich wolność do nieujawniania publicznie swoich przekonań religijnych. Piosenki religijne owszem, ale w kościele… W mediach więc taka muzyka jest nieobecna, co jest dla mnie jasne, bo przecież media rządzą się swoimi prawami. Świecka telewizja nie będzie robić u siebie spotkania modlitewnego. Do tego musiałoby się to sprowadzać, jeśli by ktoś chciał puszczać niektóre nasze wcześniejsze, bardzo zaangażowane utwory. To między innymi dlatego postanowiliśmy zrobić coś jeszcze. Nasza nowa płyta pozwoli nam, mam nadzieję, zaistnieć w mediach i trafić z dobrym przesłaniam do ludzi poszukujących. Teraz dużo gramy w klubach, ale przez wiele lat graliśmy najczęściej w parafiach. Natomiast rzadko byliśmy zapraszani na duże, medialne wydarzenia organizowane przez ludzi Kościoła. Na tych imprezach ciągle proponuje się udział gwiazdom kolorowych pism. Zdarza się też tak, że zaprasza się zespoły świeckie, a zespoły propagujące muzykę chrześcijańską - jeśli chcą - mogą zagrać, ale za darmo.

Natomiast bardzo nas cieszy to, że tak dużo ludzi przychodzi na nasze koncerty. Wciąż liczymy na naszych fanów. Potrzebne jest, by ludzie Kościoła wzajemnie się wspierali. Wszyscy, którzy kupują naszą płytę powinni wiedzieć, że stają się częścią tego dzieła, mają udział w tworzeniu dobrej kultury. Kultura to jest to w czym żyjemy. Jeśli składa się ona tylko ze skandali i wynaturzeń podsuwanych wciąż przez internet i pisemka, to do czego może ona inspirować? Myślę, że wszyscy jesteśmy zobowiązani do tego, by karmić siebie i swoją rodzinę pozytywną kulturą i żeby podsuwać dobre idee swoim dzieciom.

Należycie do pionierów sceny chrześcijańskiej w Polsce, mimo to, nie jesteście tak znani, jak choćby 2 TM 2,3. Jaka jest historia New Life‘m?

Zespół w pełnym składzie.

Zespół powstał w 1992 roku. Jak dziś na to patrzę, działo się to wszystko trochę „poza nami” i było spowodowane przez kilka czynników. Największą rolę odegrały tzw. „przypadkowe” spotkania, potem inspiracje jakie do nas docierały ze świata zachodniej muzyki chrześcijańskiej, w to wplotły się nasze pragnienia podziękowania Bogu za talenty, jakimi obdarzył nas jako muzyków. Rzeczywiście nie jesteśmy tak szeroko znani, jak na 2TM 2,3 czy Arka Noego, ale tak się złożyło, że to właśnie New Life’m zapoczątkował poruszenie w środowisku muzyków-chrześcijan. Pierwsze nasze próby zorganizowaliśmy razem z rekolekcjami, które z czasem przerodziły się w tzw. „Strefę chwały”. Są to cykliczne spotkania muzyków chrześcijan, mające formę rekolekcji, wspólnej modlitwy, rozmów, rozmaitych paneli dyskusyjnych. W pierwszym spotkaniu w klasztorze Franciszkanów w Dursztynie brało udział kilkunastu muzyków z rodzinami. Później spotkania miały coraz szerszą formułę, zarówno w Ludźmierzu i kilkakrotnie w Gródku nad Dunajcem było nas więcej.

W tej chwili na „Strefę chwały” przyjeżdża około dwustu muzyków. To właśnie tam różne zespoły podejmowały decyzje, by się zjednoczyć i coś stworzyć wspólnie. Tam powstał znany zespół 2 TM 2,3 (Tymoteusz), także Arka Noego wywodzi się ze „Strefy chwały”. Pierwszym zespołem, który zaraz po nas zaistniał jest natomiast grupa Deus Meus.

Jaką właściwie muzykę gracie?

Trudno nas jednoznacznie zaklasyfikować. Mówiąc nieskromnie: gramy w stylu, który sami stworzyliśmy. Każdy z nas jest fanem wielu gatunków muzycznych. Ja sam wywodzę się ze środowiska jazzowego. Marcin Pospieszalski także jest zdeklarowanym jazzmanem, trzeba dodać z folkowym zacięciem, mimo że jest bardziej znany jako producent płyt popowych, rockowych, czy kompozytor muzyki filmowej. Robert Cudzich jest gitarzystą, który gra i jazz i bluesa, jego korzenie są jak najbardziej bluesowe. Piotr Jankowski zaczynał jako jazzman, zresztą ma swój projekt instrumentalny, ale u nas gra bardziej rockowo. Jeśli chodzi o wokalistów, to na początku w zespole był Mietek Szcześniak i Ewa Uryga. Ewa jest obecnie jedną z ważniejszych gospelowych polskich wokalistek. Mietek śpiewa jednocześnie popowo i soulowo, i to on wniósł elementy soulu do naszego zespołu. W sumie stworzyliśmy przez lata wspólnego grania pewną fuzję, którą można określić po prostu jako charakterystyczne brzmienie New Life'm.

Na Waszej najnowszej płycie teksty nie są już tak otwarcie religijne, jak na wcześniejszych. Pojawia się figura domu, potrzeba ciepła i zakorzenienia, to są bardziej konserwatywno-rodzinne treści. Dlaczego?

Utwory wprost religijne śpiewaliśmy przez wiele lat. Ostatnią płytę nagraliśmy siedem lat temu. Zastanawialiśmy się, czy nie możemy poruszyć innego tematu w naszych piosenkach. Dać ludziom jeszcze coś innego. Moja żona wpadła na pomysł, by motywem całej płyty był dom. Każdy go szuka, jeśli nie tu, to w Niebie, a łączy się z nim całe spektrum emocji i doświadczeń. Poza tym sami żyjemy w rodzinach, to jest nasza rzeczywistość. Powstała płyta, która jest całościowym, spójnym projektem, ma jednorodne przesłanie, które, co też nie jest bez znaczenia, może być szerzej prezentowane w mediach.

A co do naszego grania i śpiewania wprost o Bogu, to stale to robimy, nie tylko na naszych koncertach. New Life wspiera duże wydarzenia jak na przykład koncert uwielbieniowy w Rzeszowie. Od paru lat organizuje się go na Boże Ciało, przychodzi wtedy kilkadziesiąt tysięcy ludzi, głównym pomysłodawcą i organizatorem jest Jan Budziaszek. Te koncerty można zobaczyć i posłuchać na płytach audio i DVD pod tytułem „Jednego serca, jednego ducha”. Bardzo namawiam, żeby to zobaczyć. To ewenement na skalę europejską. Jak inaczej nazwać fakt, że trzydzieści tysięcy osób przychodzi, żeby brać udział w modlitewnym koncercie? W tym roku będzie więcej takich koncertów modlitewnych, m.in. we Wrocławiu.

Wasza nowa płyta powstawała aż 7 lat. To chyba musi być majstersztyk?

Okładka nowej płyty New Life

(Śmiech) New Life’m rzadko nagrywa płyty, ale jak już się ukazują to widać efekt. Płyta zbiera entuzjastyczne recenzje wśród krytyków i publiczności. Wszyscy akcentują to, że jest pełna radości, trafnie oddaje realizm życia. Ludzie utożsamiają się z przesłaniem tekstów, często mówią nam po koncertach: „Ta piosenka jest o mnie. Ja to właśnie przeżywam”. Wciąż jesteśmy ludźmi w drodze. Każdy z nas szuka domu. Być może wielu myśli, że go znalazło, być może ktoś ma wspaniały dom pełen bogactw. Nie zwalnia go od tego, by w ten dom dalej inwestować, przede wszystkim duchowo.

To płyta bardziej o człowieku, o jego dążeniach i poszukiwaniach, ale również odnosi się do Boga. Ostatnia piosenka nosi tytuł „Mój dom w Twoim niebie”. Tak naprawdę tego domu szukamy całe życie. Ale pod pojęciem domu, kryje się również rodzina i relacje międzyludzkie, wreszcie komfortowe miejsce, do którego zawsze wracamy.


Rozmawiał Jakub Lubelski

Premiera płyty "Szukam domu" już 9 maja.

[video:http://www.youtube.com/watch?v=cu4jR-rSMLg'/>

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »