W 2005 roku duńska gazeta „Jyllands-Posten" opublikowała 12 karykatur proroka Mahometa. Wywołało to tak wielką wściekłość muzułmanów, że w zamieszkach zginęło 150 osób. Tymczasem do duńskich księgarń wchodzi dziś książka redaktora tej gazety, Flemminga Rose'a. Jest to zbiór karykatur islamskiego proroka.
Publikacja opatrzona jest tytułem „Tyrania milczenia”, a jej autor, redaktor działu kultury w "Jyllands-Posten", na blisko 500 stronach opowiada o tym, jak starał się odnaleźć w świecie po skandalu wywołanym przez publikację karykatur. To na jego prośbę członkowie stowarzyszenia duńskich rysowników wykonali ilustracje do książki.
- Decydując się na ponowną publikację karykatur, nie chcę nikogo obrażać. Te rysunki są częścią historii. Za każdym razem, kiedy odwołujemy się do wydarzeń historycznych, ilustrujemy je obrazami, nawet jeżeli dla niektórych są one obraźliwe – powiedział Rose. - W demokracji nikt nie może sobie rościć wyłącznych moralnych, religijnych czy politycznych praw do opowiadania historii. Muzułmanie powinni mieć prawo do opowiadania żartów i krytykowania Żydów, niewierzący mogą wbijać szpikulec w islam. Twierdzenie, że tylko same mniejszości mają prawo żartować z sobie i oceniać własne zachowanie, jest uproszczeniem nierzadko szkodliwym. Idąc tym tropem, tylko naziści mogliby potępiać nazistów, skoro we współczesnej Europie są prześladowaną i marginalizowaną mniejszością – wyjaśnia publicysta.
- To czysta prowokacja. Po co po raz kolejny drukuje on wszystkie rysunki? W demokracji nie chodzi tylko o wolność słowa. Podstawową zasadą jest szanowanie praw mniejszości. Kolejna publikacja karykatur na pewno nie przejdzie niezauważona, choć nie spodziewam się takiej fali przemocy, jak w poprzednich latach - mówi Imran Shah, rzecznik stowarzyszenia muzułmańskiej społeczności w Danii.
Z kolei, prof. Mehdi Mozaffari, ekspert od islamu na Uniwersytecie w Arhus, uważa, że publikacja nie wywoła takiego wzburzenia, jak pięć lat temu. - Ludzie przyzwyczaili się do tych rysunków. Przedrukowało je również kilka europejskich gazet. Odnoszę nawet wrażenie, że z biegiem czasu Flemming Rose zyskuje zwolenników. Coraz więcej Duńczyków podpisałoby się pod jego sposobem na walkę o wolność słowa – wyjaśnia.
eMBe/Gazeta.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

