Punkt zapalny projektu dokumentu to kwestia religijnego wychowania potomstwa. W jakiej wierze miałyby być wychowywane dzieci rodziców, z których jedno jest katolikiem? W projekcie zmieniono treść przyrzeczenia ślubnego tak, że w praktyce o religijnym wychowaniu dzieci mają od teraz między sobą decydować rodzice.
Jak miałaby brzmieć nowa formuła? Tak, aby wszystkich pogodzić: - Przyrzekam (obiecuję) uczynić to, co będzie w mojej mocy, aby wszystkie dzieci zostały ochrzczone i wychowane w wierze (katolickiej/prawosławnej/protestanckiej itp.), biorąc pod uwagę, że mój małżonek/małżonka ma to samo prawo i obowiązek, stosownie do powołania, które posiada w swoim Kościele. Dlatego będę poszukiwać zgody z moim małżonkiem/małżonką co do wyborów i decyzji, które okażą się bardziej odpowiednie dla zachowania i pogłębienia naszej wspólnoty oraz dla dobra życia duchowego naszych dzieci.
Zawarcie tzw. małżeństwa mieszanego wymaga każdorazowej zgody ordynariusza - jest to więc możliwe jedynie w sytuacjach wyjątkowych. Dotychczas, zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego, małżonkowie zawierający je składali przyrzeczenie ochrzczenia i dołożenia "wszelkich starań", by dziecko zostało wychowane w wierze katolickiej. A współmałżonek spoza Kościoła musiał oświadczyć, że został o tym poinformowany.
To nie podobało się jednak niekatolikom. Dlatego powstał dokument kompromisowy. Przez dziewięć lat opracowywała go Komisja Teologiczna Polskiej Rady Ekumenicznej i Komisja ds. Dialogu między Radą a Episkopatem, ze strony katolickiej współkierowana przez bp Tadeusza Pikusa.
Dlaczego Kościół idzie na taki kompromis? - W przypadku sytuacji wyjątkowych, czyli tutaj małżeństw mieszanych, trzeba szukać takiego rozwiązania, które nie naruszałoby jedności małżeństwa – mówi portalowi Fronda.pl chrześcijański filozof Mateusz Matyszkowicz. - Kościół katolicki naucza, że mąż i żona "tworzą jedno ciało" a wychowanie potomstwa stanowi wspólne zadanie małżonków – dodaje filozof. Nie uważa on projektu za bulwersujący. Podkreśla jednak, że niezależnie od jakiejkolwiek deklaracji katolik jest zobowiązany do wychowania dzieci po katolicku a nowy dokument nadal do tego zachęca, choć "ostateczną decyzję pozostawia sumieniu i wolności człowieka".
Innego zdania jest redaktor "Christianitas" Michał Barcikowski. - Dokument kieruje Kościół w niebezpiecznym kierunku – ostrzega. Dodaje, że dokument jest efektem "niebezpiecznego złudzenia ekumenicznego" i powoduje sprzeczności. - Kościół jednymi ustami stawia swoim wiernym bardzo wysokie wymagania, a drugimi mówi, że właściwie to wszystko nie jest takie ważne. To wprowadza dziwaczny zamęt – dodaje.
Redaktor "Christianitas" uważa, że takie myślenie może prowadzić na manowce. - Skoro rezygnujemy z zobowiązania do katolickiego wychowania, to dlaczego nie zrezygnujemy z nierozerwalności małżeństwa? Przecież inne wyznania chrześcijańskie nie mówią o jego nierozerwalności. Zrezygnujmy także z traktowania małżeństwa jako sakramentu, przecież prawosławni tak go nie traktują. Czy to nie jest jakiś problem? - prowokuje Barcikowski.
Także prezes Stowarzyszenia Kanonistów Polskich ks. prof. Józef Krukowski sceptycznie ocenia dokument w wypowiedzi dla Katolickiej Agencji Informacyjnej. Jego zdaniem najwięcej stracą na tym dzieci. - Rodzi się pewne niebezpieczeństwo popadnięcia przez dzieci w indyferentyzm religijny - mówi prawnik. Dodaje także, że w efekcie niejasności dziecko może mieć wątpliwości, która wiara, a tym samym który Bóg jest prawdziwy: ojca czy matki. - Wszystko będzie traktowane jednakowo czy nawet z lekceważeniem - ostrzega ks. Krukowski.
AJ/MM/JaLu
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

