Chińskie władze coraz częściej zalewane są wnioskami i skargami od niezadowolonych obywateli. Usiłują oni petycjami dochodzić swych spraw w związku z krzywdami, wyrządzonymi przez lokalnych urzędników. Do walki z obywatelami władze coraz częściej wynajmują grupy bandytów lub funkcjonariuszy bezpieczeństwa publicznego, by ci "przywracali do porządku" osoby z petycjami.

Za jedną z takich osób została wzięta kobieta, która chciała odwiedzić swojego męża, który pracuje w komitecie partii. Została brutalnie zaatakowana przez sześciu funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa. Przez ponad 16 minut "walił w nią grad pięści" - napisano w raporcie. Kobietę przewrócono na ziemię, mimo że usiłowała wyjaśnić, że jej mąż pracuje w tym budynku. Przewieziono ją na komisariat i zwymyślano, kiedy zażądała lekarza. Doznała wstrząsu i uszkodzenia mózgu oraz licznych innych obrażeń. Zwolniona i wysłana do szpitala została dopiero, kiedy udało się jej zadzwonić do męża.

- Całe wydarzenie jest totalnym nieporozumieniem. Nasi milicjanci nie zdawali sobie sprawy, że poturbowali żonę starszego rangą lidera – tłumaczył zajście szef biura komitetu partyjnego. - Czy to oznacza, że nie wolno pobić żon liderów, a zwykli ludzie mogą zostać poturbowani? - zadają retorycznie pytanie media.

żar/Wprost.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »