Komisja Europejska obraduje dziś nad sytuację w Polsce. Eurokraci zamiast zajmować się prawdziwymi problemami, wzorem polskiej łże-opozycji marnują pieniądze podatników, trwoniąc czas na jałowe dysputy. Komisja zajmie się ewentualnością złamania zasad europejskiego państwa prawa przez rząd Prawa i Sprawiedliwości.

Artykuł 7. Traktatu o Unii Europejskiej zakłada, że żadne państwo nie może dopuszczać się "poważnego i trwałego naruszenia" wartości europejskich, bo może to skutkować odebraniem mu prawa głosu na forum UE. Dlaczego Komisja dopatruje się możliwości takiego działania w Polsce, wie chyba tylko poseł Szczerba.

Obrady KE są jednak nie tylko bezpodstawne, ale też siłą rzeczy jałowe w skutkach, ponieważ nawet gdyby usilnie chciała, Komisja nie może odebrać Polsce prawa głosu na forum UE. Do tego potrzebowałby zgody państw unijnych, a wiadomo, że takiej zgody nie będzie, bo oznaczałoby to w relacjach bilateralnych Polski i innych państw unijnych bardzo poważne problemy, czego nikt sobie nie życzy.

Mimo wszystko Komisja przyjrzy się sprawie Trybunału Konstytucyjnego oraz sprawie demonstracji przeciwko rzekomemu ograniczaniu wolności mediów. Na ulicach Berlina mordują islamiści, a radosna eurolewacka hucpa trwa w najlepsze.

hk