Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki, przewodniczący sejmowej komisji ds. wyjaśnienia reprywatyzacji, mówił o ciekawym tle polsko-izraelskiego sporu rozgorzałego oficjalnie na kanwie nowelizacji ustawy o IPN. Okazuje się, że może tu chodzić o coś innego.

Nowelizacja ustawy o IPN została przygotowana jeszcze w 2016 roku. Izrael nie zgłaszał do niej żadnych zastrzeżeń, mimo, że znał jej treść. Zaatakować Polskę zdecydowano się dopiero po jej przyjęciu w Sejmie - i to zaatakować w sposób skrajnie agresywny, w czym udział wzięli premier i prezydent Izraela, Benjamin Netanjahu i Reuwen Riwlin.

Dlaczego czekano z tym tak długo? Jak powiedział na antenie Radia Zet wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki, ustawa o IPN nie jest jedyną, wobec której Izrael ma zastrzeżenia. Chodzi także o... reprywatyzację.

,,Przyjmuję rzeczywiście od roku przedstawicieli ambasady Izraela, w tym również panią ambasador, właśnie z protestami przeciwko tej ustawie [reprywatyzacyjnej - red.]'' - powiedział Jaki.

,,Nie mogę zdradzać szczegółów. Ta ustawa nie budzi zadowolenia Izraela'' - dodał.

Jak stwierdził wiceminister, Izraelowi zależy, żeby ta ustawa nie weszła w życie, albo ,,weszła w takiej formie, gdzie płaci się 100% i najlepiej oddaje się nieruchomości w naturze''. Na to jednak strona polska nie może się zgodzić, podkreślił Jaki.

W ubiegłym roku resort sprawiedliwości przedstawił projekt ustawy, który zakłada rekompensatę do 20 proc. wartości przejętego przez państwo po 1944 roku mienia. Przyjmuje się tamteż zakaz zwortów w naturze oraz handlu roszczeniami.

mod/radiozet.pl, fronda.pl