Nie tylko dojście do władzy prezydenta Obamy aktywizuje ruchy prolife. Amerykański Kościół rozpoczął największą w swej historii kampanię w obronie życia. Jak się okazuje, jest ona odpowiedzią na ożywienie działalności ruchów proaborcyjnych po ostatnich wyborach do kongresu. Od 16 lat w amerykańskim parlamencie nie było tak wielu sprzyjających aborcji polityków. Proaborcyjni aktywiści, czując się siłę polityczną, domagają się dalszej liberalizacji amerykańskiego prawa.

Przy aktualnym układzie politycznym katolicy nie stawiają sobie zbyt wygórowanych celów. Zależy im jedynie na zachowaniu prawnego status quo, to znaczy i tak bardzo skromnych restrykcji, które nie ograniczają samego stosowania aborcji, a jedynie zakazują jej finansowania z kieszeni podatnika oraz chronią przed dyskryminacją ośrodki medyczne i poszczególnych pracowników służby zdrowia, którzy nie chcą brać udziału w zabijaniu nienarodzonych. Stąd masowa akcja wysyłania kartek pocztowych do kongresmanów. Chodzi o to, by podtrzymali obowiązujące przepisy antyaborcyjne i sprzeciwili się promocji i uprawomocnieniu aborcji w całych Stanach Zjednoczonych.

Skrzynki pocztowe przedstawicieli Kongresu zostały zapełnione w ostatnich tygodniach kilkudziesięcioma milionami kartek pocztowych. Przysyłano je ze szkół katolickich, parafi, a także organizacji świeckich, stojących w obronie nienarodzonych. Podobnych akcji organizuje się w Stanach Zjednoczonych setki. Tegoroczna ma zdaniem organizatorów szczególne znaczenie. Społeczeństwo amerykańskie spodziewa się bowiem, iż w najbliższym czasie zostanie uprawomocniony tzw. Akt Wolnego Wyboru. Sprzeciw wzbudza w tym przypadku propozycja finansowania aborcji przez podatników, a także legalizacja aborcji metodą tzw. wczesnego porodu niecałkowitego. Rozpoczęta pod koniec stycznia ogólnokrajowa akcja zostanie zakończona w połowie lutego.

Z kolei przewodniczący komisji episkopatu ds. obrony życia napisał list do parlamentarzystów. Kard. Justin Rigali stwierdza w nim, że zmuszanie obywateli do opłacania aborcji z ich podatków oraz odbieranie im prawa do sprzeciwu sumienia byłoby pogwałceniem idei „wolnego wyboru" (pro choice), na którą rzekomo powołują się zwolennicy „prawa" do aborcji.

JaLu/RV

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »