Brzemienną w skutkach rozmowę zacytowała kilka dni temu telewizja „ABC News”. Słowa te wychwyciły mikrofony reporterów, których wpuszczono do sali gdzie rozmawiali obaj prezydenci.


Obama: Wszystkie te kwestie, szczególnie kwestia tarczy antyrakietowej, mogą być rozwiązane, ale ważne jest, by [Putin] dał mi przestrzeń.

 

Miedwiediew: Jasne, rozumiem. Rozumiem co masz na myśli, mówiąc o przestrzeni. Przestrzeni dla ciebie...

 

Obama: To moje ostatnie wybory. Po tych wyborach będę mógł być bardziej elastyczny.

 

Miedwiediew: Rozumiem. Przekażę tę informację Władimirowi.

 

Rozmowa Obamy z rosyjskim prezydentem jest głównym tematem obecnej kampanii wyborczej. Trudno się temu dziwić. Jego słowa nie wyglądają dobrze w zestawieniu z decyzją o „odprężeniu” w polityce z Rosją i rezygnacji z budowy tarczy antyrakietowej w takim kształcie jak chciała tego prawica, która ma za co atakować "czarnego Cartera". „Z jakimi krajami jeszcze tak rozmawia? Iranem? Koreą Północną? Co jeszcze powiedział Irańczykom, północnym Koreańczykom? Dajcie mi troszkę czasu, dajcie mi trochę miejsca, pozwólcie mi na reelekcję, a ja wtedy się wyprzedam." -mówił  Newt Gingrich. Mitt Romney, prawdopodobny kandydat Republikanów w wyborach, pyta zaś dlaczego Obama ukrywa przed Amerykanami swoje zamiary i nazywa w "CNN" Rosję „wrogiem geopolitycznym numer jeden”. Obama nie tłumaczy się specjalnie ze swoich słów i mówi, że w tym roku, gdy odbywają się wybory prezydenckie w USA i Rosji, nikogo nie powinno zaskakiwać, że porozumienie w sprawie tarczy nie może być zawarte szybko. Obama dodał, że chce spędzić resztę roku na „technicznych negocjacjach” z Rosją, które mogłyby utorować drogę do przyszłego porozumienia. Prezydenta USA wsparł Dimitir Miedwiedew, który… skarcił prawicowych polityków. „Co się zaś tyczy różnych ideologicznych stereotypów, niepokoję się za każdym razem, gdy ta lub tamta strona używa zwrotów w rodzaju "wróg numer jeden" - to trąci Hollywoodem i pewną epoką” - powiedział Miedwiediew, który dodał, że chciałby udzielić wszystkim kandydatom do nominacji prezydenckiej w USA, nie wyłączając Romneya, dwóch rad: "Po pierwsze, aby prezentując swoje stanowisko posługiwali się głową, rozsądkiem, co przecież nie powinno zaszkodzić kandydatowi na prezydenta, a po drugie powinni spojrzeć na zegarek: mamy obecnie rok 2012, a nie połowę lat 70." - cytuje TVN24. Myślę, że buta prezydenta Rosji zostanie odpowiednio odebrana za oceanem. Szkoda jednak, że prezydentem nie jest „hollywoodzki” Ronald Reagan, który miałby już gotową, wgniatającą w ziemię, ripostę.

 

Nie można jednak nie zauwazyć, że cała awantura jest korzystna dla Polski. O ile nasz rząd nie będzie w tak jawny sposób lekceważył USA jak robi to „europejska” Platforma Obywatelska (pamiętajmy, że nawet Rumunia potrafiła dogadać się z Obamą w sprawie tarczy), to następna ekipa rządząca w USA może nareszcie trzeźwo spojrzy  na Rosję. Jak nie teraz to za 4 lata. Chyba nikt rozsądny w Polsce (oprócz pożytecznych idiotów i agentury wpływu również na prawicy) nie wątpi w to, że Putin odbudowuje imperium i celowo odwołuje się do sowieckiego dziedzictwa. Rosja może się więc stać geopolitycznym wrogiem USA prędzej niż naiwniakom z lewicy to się wydaje możliwe. Zwracał na to uwagę George W. Bush w swojej książce „Czas decyzji” i jego prawa ręka Condoleza Rice w wywiadzie dla „Weekly Standard”. „Jastrząb” w administracji George W. Busha mówiła, że Putin jest winowajcą wojny Rosji z Gruzją. „Dlatego, że chociaż nie był on w tym czasie prezydentem, to jednak zawsze bardziej brutalniej zachowywał się wobec Gruzinów. W swojej książce wyjaśniam, że wśród Rosjan występowała niemal patologiczna nienawiść do nich – mówiła. „Spojrzałem w oczy prezydenta Putina i zobaczyłem w nich trzy liter: K, G i B” – mówił zaś podczas spotkania na Wrocław Global Forum kilka miesięcy temu John McCain. Niedoszły prezydent USA dodał innym razem, że śmierć Kaddafiego czy obalenie Murabaha powinna być przestrogą dla Putina. „Nie sądzę, aby zasięg przemian ograniczony był do Bliskiego Wschodu… Ten wiatr rozprzestrzenia się i gdybym był Władimirem Putinem, to czułbym się nieco mniej pewnie, znajdując się na Kremlu wraz ze swoją kilką z KGB” – mówił McCain dla stacji CBS. Oczywiście dziś Republikanie przypomnieli sobie o zagrożeniu ze strony Putina by móc dopiec Obamie. Jest to jednak nieistotne jaki był powód zwrócenia oczu na wschód Europy. Ważne, że sobie przypomnieli, z kim bawią się w „odprężenie”. Dla Polski jest to dobra wiadomość.

 

Łukasz Adamski