Powszechnie uważa się, że autor "Słoneczników" postrzelił się śmiertelnie w wieku 37 lat na jednym z pól pszenicy, które wielokrotnie malował. Miał on później jeszcze dotrzeć samodzielnie do gospody, w której mieszkał i gdzie zmarł. Wszystko miało wydarzyć się w 1890 roku w Auvers-sur-Oise we Francji. Po 10 latach pracy dwudziestoosobowej grupy tłumaczy i badaczy stworzona przez nich najnowsza biografia van Gogha ujawnia, że jest to bardzo mało prawdopodobny scenariusz.
Autor biografii Steven Naifeh tłumaczył BBC, że grupa badaczy, która przeanalizowała tysiące listów malarza pisanych do przyjaciół i rodziny, "jest przekonana, że van Gogh nie wyszedł tego dnia na pole, żeby się zabić". W książce czytamy też, że "większość znajomych van Gogha była przekonana, że umarł, bo dwóch chłopców niechcący postrzeliło go podczas zabawy, a on zdecydował się ich chronić przyjmując ich winę na siebie".
"Van Gogh: The Life" - ponad 900-stronicowa biografia - przedstawia ogromną ilość szczegółów z życia artysty, który w ciągu 10 lat namalował jedne z najbardziej dziś rozpoznawalnych obrazów.
Na samym końcu książki autorzy opisują jak doszli do wniosku, że Vincent van Gogh został postrzelony przez szesnastoletniego chłopca, który nazywał się Rene Secretan. "Wyobraźcie sobie dwóch nastoletnich chłopców bawiących się zepsutym pistoletem, jeden z nich przebrany jest za kowboja. Chłopcy ci znani byli z tego, że lubili uganiać się za van Goghiem. O tej porze dnia cała trójka najprawdopodobniej już całkiem sporo wypiła" - piszą autorzy biografii.
W takiej scenerii aż nazbyt łatwo wyobrazić sobie, jak mogło dojść do wypadku. Gotowość van Gogha do przyjęcia na siebie winy tłumaczą, pisząc, że "Vincent na pewno ucieszył się, że umiera i nie chciał wciągać dwóch braci w machinę policyjnego dochodzenia za to, że... faktycznie zrobili mu przysługę".
Autorzy książki ujawniają również m.in. że rodzina malarza próbowała umieścić go w szpitalu psychiatrycznym wiele lat przed tym, gdy on sam zdecydował się szukać pomocy psychiatrycznej. Piszą również, że jego zburzenia psychiczne - maniakalne i depresyjne - były wynikiem rodzaju epilepsji, na którą cierpiał. Gregory White Smith powiedział BBC, że biografia, która trafiła dziś do księgarń, powinna pozwolić na lepsze rozumienie tej przedziwnej postaci, jaką był Vincent van Gogh – czytamy w artykule Agnieszki Wądołowskiej na portalu Gazeta.pl.
JW/Gazeta.pl

