„W Polsce - jak się okazuje - wojna trwa” - stwierdza prof. Środa w felietonie na stronie radia Tok FM sugerując, że chodzi o „ wielką wojnę ideologiczną, która w innych krajach zakończyła się przegraną prawicy już na początku XX wieku”. I właśnie w tej kwestii chciałbym się całkowicie z profesor Środą zgodzić. Tak, ta wojna w Polsce trwa. Prowadzi ją także, choć nie przede wszystkim minister Jarosław Gowin, jak i wiele innych osób. Wypada się także zgodzić, że w Polsce, inaczej niż w krajach zachodniej Europy, nie udało się jeszcze wprowadzić politycznej poprawności, która eliminuje z przestrzeni publicznej ludzi poważnie traktujących swoją wiarę.

 

I tyle na temat zgody. Z resztą felietonu, jak nietrudno się domyśleć, pogodzić się nie jestem w stanie. I to nawet nie dlatego, że nie sądzę, by minister Gowin był choć w połowie tak tradycyjny, jak to próbuje mu przypisywać Środa, ale przede wszystkim dlatego, że niechętnie godzimy się na model lewackiego zamordyzmu, jaki ona proponuje. Dla niej nie ma wątpliwości, że każdy, kto ma jakiekolwiek wątpliwości odnośnie konwencji o zwalczaniu przemocy wobec kobiet jest zwolennikiem bicia, masakrowania kobiet, a także ich seksualnego wykorzystywaniach w agencjach towarzyskich (swoją drogą pani profesor chyba nie dostrzegła, że jej koleżanki, choćby Kazimiera Szczuka są za prostytucją i chętnie by ją wsparły jako formę walki z męskim szowinizmem).

 

Wypowiedzi profesor Środy nie pozostawiają też wątpliwości, że dla niej absolutnie nie do pomyślenia jest, by katolik o katolickich poglądach mógł być w rządzie. „Gowin to jedyny minister, który wie, czego chce: zachowania tradycji, wiary, hierarchii i prawicowej ideologii (jego resort powinien zostać przemianowany na Katolickie Ministerstwo Tradycji, bo słowo "sprawiedliwość" w nazwie tego ministerstwa jest kpiną ze sprawiedliwości, no, chyba że rozumiemy ją tak, jak robi to PiS, mianując się również partią "prawa")”- grzmi profesor. I uzupełnia: „Stoi przed nim jeszcze jedno zadanie: mianowicie zakazać zapłodnienia in vitro i wprowadzić klauzulę sumienia do wszystkich tych zawodów, które jakkolwiek wiążą się z postulatem emancypacji i równości kobiet. Gowin kontynuuje wielką wojnę ideologiczną, która w innych krajach zakończyła się przegraną prawicy już na początku XX wieku. W Polsce - jak się okazuje - wojna trwa. Gowin stoi na straży świętości, naturalności i boskości rodziny, przy której jednostkowe prawa kobiet do bezpieczeństwa nie mają żadnej wartości”.

 

I czytając takie opinie aż trudno nie zadać pytania, czy zdaniem pani profesor inne, niż jej myślenia powinno być zakazane? Czy w demokratycznym państwie ludzie o poglądach konserwatywnych nie mają prawa próbować ich realizować? Czy do zasiadania w rządzie konieczna ma być „cenzurka moralności” wydawana przez feministki? I czy rzeczywiście bardzo umiarkowany konserwatyzm Gowina wykluczać ma ludzi z debaty? Jeśli tak to z przestrzeni publicznej wykluczona zostanie większość Polaków, którym w kwestiach obyczajowych bliżej jest do Gowina niż do Środy! I nie mam wątpliwości, że o takim właśnie świecie, w którym prawo do mówienia ma tylko lewica marzy felietonistka.

 

Tomasz P. Terlikowski