Otóż według nowego prawa budowlanego każdy dom będzie musiał posiadać urządzenia pozyskujące energię ze źródeł odnawialnych: kolektory słoneczne, ogniwa fotowoltaniczne, pompy ciepła lub wiatraki. Taki zapis znalazł się w projekcie ustawy (właśnie konsultowanej – ciekawe z kim?), która ma zacząć obowiązywać od 2015 roku. Jego przestrzegania będzie pilnować armia urzędników, którzy bez takowego gadżetu umieszczonego w projekcie nie wydadzą pozwolenia na budowę. Jednym słowem władza dla naszego dobra zafundowała nam kolejny przymus, za który będziemy musieli zapłacić z własnych kieszeni i to niemałe pieniądze. Średni koszt instalacji solarnej to 14 tysięcy złotych, okres zwrotu inwestycji to około 20 lat. Problem w tym, że po z górą piętnastu latach następuje zużycie i trzeba wszystko wymienić. Jednym słowem studnia bez dna i zarobek nieustający dla producentów. Zastanawia mnie tylko jedno: dlaczego wśród tych urządzeń do produkcji odnawialnej energii nie znalazła się na ten przykład instalacja do produkcji biogazu z zawartości przydomowego szamba? Czyżby chodziło o zakontraktowany z Rosji gaz (po najdroższej w Europie cenie), który trzeba sprzedać głupiemu ludowi tubylczemu?

 

Jakież to motywy mogły skłonić do wprowadzenie tak światłych rozwiązań? Teoretycznie pewnie chodzi o ekologię i problem wyczerpywania się zasobów surowców energetycznych. Sęk w tym, że takie rozwiązanie wcale nie przynosi wielkich oszczędności zwłaszcza w naszej, niestety dość ciemnawej szerokości geograficznej, gdzie urządzenia solarne są wykorzystywane w pełni tylko przez niewielką cześć roku. Prędzej ciepło ziemi  ale to jest też niezwykle kosztowne i nie wszędzie do zastosowania gdyż nasi przodkowie na swoje chudoby wybrali obszar stosunkowo spokojny geologicznie, gdzie gorąc ziemi nie jest tak wysoki jak na przykład w Islandii, gdzie można sobie po prostu wynająć niewielki podwórkowy wulkanik na własne potrzeby. Wiatraki, ładna, tradycyjna rzecz, tylko, że psują strasznie krajobraz a i te nie wszędzie są opłacalne a ich budowa i utrzymanie są bardzo kosztowne. Wyobraźmy sobie poza tym osiedle domków szeregowych z rzędami wiatraków… Ciekawe czy urzędnicy wymyślający tego typu ustawy chcieliby mieszkać… pod wiatrakiem. Argument ekologiczny jest zatem mało wiarygodny- oszczędność tradycyjnych źródeł energii niewielka, ograniczenie wydzielania szkodliwych gazów również a szkody dla krajobrazu niemałe. O estetyce nawet nie wspomnimy.

 

Może więc chodzi o nowoczesność i postęp? Całkiem zgrabny argumencik jednakowoż jako żywo przypomina to metody Wielkiego Skoku, jaki Państwu Środka zafundował niejaki towarzysz Mao. Tylko, że tam to były podwórkowe dymarki, który to pomysł w gruncie rzeczy nawiązywał do pradawnej tradycji  z wczesnej epoki żelaza i przynajmniej był sprawdzony w praktyce przez naszych mądrych przodków i wiadomo było, że działa. Bo czy był rozsądny to inna sprawa, ale nikt się nie spodziewa rozsądku po komunistach… Przymusowa elektrownia słoneczna czy wiatrowa na każdym podwórku niestety należy do tej samej kategorii poronionych pomysłów chorych na socjalizm mózgów, które nie są w stanie pojąć, że dekretem nie da się rozwiązać ŻADNEGO problemu i że obywatel mógłby sobie znacznie lepiej radzić sam niż z „pomocą” urzędników. Wystarczy przestać ludziom utrudniać życie a z całą pewnością skorzystają z każdej możliwości ułatwienia sobie egzystencji i oszczędności, więc tam, gdzie jest to opłacalne sami sobie zainstalują stosowne urządzenie albo zbudują biogazownię czy minielektoronię wodną, choćby przerobioną ze starego młyna.

 

Wniosek z tego płynie jeden - komuś zależy nie na tym, żeby dbać o środowisko czy zwiększać użycie energii odnawialnej. Komuś zależy najwyraźniej na tym, żeby wcisnąć ludziom za niemałe pieniądze przymusowo urządzenia do pozyskiwania tejże energii a to już bardzo brzydko pachnie lobbingiem i naciskiem grup interesów. Można by więc zadać nieśmiertelne pytanie autorstwa Klasyka z Torunia; „Komu na tym zależy?”. Prawidłowa odpowiedź jest jeszcze bardziej klasyczna: „Is fecit, qui prodest”…

 

A wszystko to w myśl hasła znanego z kampanii wyborczej partii nowoczesnych Polaków: By żyło się lepiej. Jest tylko mały problem, taki niewielki i nieistotny: to nie państwo jest od tego, by nam się lepiej żyło. Państwo ma jedynie zapewnić nam, byśmy mogli żyć normalnie...

 

Monika Nowak & Alexander Degrejt