Rządowy projekt zakłada dostosowanie polskiego prawa do unijnego, kontrolę badań laboratoryjnych i rejestrację obrotu nasionami. Jednocześnie zmniejsza kary za nielegalne uprawy i handel. Projekt ten zakłada także, iż jeśli rolnik będzie chciał uprawiać rośliny modyfikowane, będzie musiał zwrócić się do sąsiadów o zgodę. Ponadto minister rolnictwa otrzyma możliwość, by - w uzasadnionych przypadkach - zakazać upraw. We wtorek przed komisjami Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa oraz Rolnictwa i Rozwoju Wsi odbyło się wysłuchanie publiczne w sprawie ustawy.
Głos zabierali głównie przeciwnicy GMO (którzy są jednocześnie przeciwni projektowi rządu), wskazując na szkodliwość upraw i niepewność związaną z ich wpływem na człowieka. Uważają też, że rośliny modyfikowane genetycznie mają być zagrożeniem dla rodzimego ekosystemu. Z kolei zwolennicy wskazują na fakt, że już dzisiaj większość żywności jest modyfikowana genetycznie i nic szczególnego się nie dzieje. Ich zdaniem nie ma dowodów na szkodliwość GMO, która stanowi szansę dla wielu plantatorów i konsumentów.
Genetyczne trucie, czy bujda na resorach?
Na wysłuchaniu obecny był m.in. Szymon Surmacz z Instytutu Spraw Obywatelskich. - Chcemy, by tak jak w niektórych innych krajach europejskich zakazać upraw kukurydzy MON 810 – mówi portalowi Fronda.pl. Organizacja, której jest ekspertem, sprzeciwia się uchwaleniu ustawy w obecnym kształcie. - W tej chwili przepisy są bardzo rozproszone i właściwie nie wiadomo, czy w końcu rolnik może siać kukurydzę MON810, czy nie. Rzeczywiście przydałoby się zebranie przepisów do jednej ustawy, by nie było bałaganu. Jednak nie do przyjęcia w proponowanej ustawie jest to, że zezwala ona na uprawy kukurydzy modyfikowanej – uważa Surmacz.
Innego zdania jest grupa rolników skupionych w kilku organizacjach, m.in. Koalicji na rzecz Nowoczesnego Rolnictwa. - Dlaczego o tym, czy będziemy stosować takie czy inne odmiany roślin uprawnych mają decydować politycy? Czy taka decyzja nie powinna należeć do rolników? Wszystkie dopuszczone przez odpowiednie autorytety i instytucje naukowe technologie mogą być bezpiecznie wykorzystywane. Dlaczego zatem politycy w Polsce tak bardzo chcą nam utrudnić dostęp do GMO, nie mając ku temu żadnych podstaw naukowych i ekonomicznych? - pytają w liście do posłów i senatorów.
Przeciwnicy GMO powołują się jednak na badania, które mają świadczyć o szkodliwości upraw roślin modyfikowanych genetycznie. Duża część modyfikacji polega na uodparnianiu roślin na pestycydy, bądź bezpośrednio na szkodniki. - Jest udowodnione, że niektóre odmiany bawełny modyfikowanej wywołują alergie skórne i pokarmowe. Wynika to z tego, iż roślina sama produkuje truciznę, która nie pozwala jej niszczyć szkodnikom. W efekcie powoduje ona także makabryczne poparzenia u rolników, którzy ją zbierają, np. w Indiach. W ten sposób modyfikuje się także soję, kukurydzę i rzepak – uważa Surmacz.
Zdaniem prof. Tomasza Twardowskiego z Polskiej Federacji Biotechnologii nie ma jednak dowodów na szkodliwość tych upraw. - Wbrew popularnym opiniom tych, którzy określają się jako "odpowiedzialni uczeni", nie ma reproduktywnych, a przez to wiarygodnych informacji o negatywnych efektach inżynierii genetycznej dla człowieka lub środowiska. Natomiast są liczne dane jednoznacznie wykazujące pozytywne efekty, jak przykładowo: wyższe zyski rolników, zmniejszenie ilości stosowanych herbicydów i pestycydów, a przez to obniżenie skażenia środowiska; produkcja leków czy też oczyszczanie środowiska naturalnego – to kwestie nie podlegające nawet krytyce – pisze.
Naukowiec przytacza także koszty, które będą wynikać z zakazu GMO. - Polska nie jest samowystarczalna żywnościowo. Rocznie importujemy ok. 2 mln ton genetycznie zmodyfikowanej soi i kukurydzy na pasze. Można kupić surowiec niezmodyfikowany, ale ok. 30 proc. drożej. Wtedy albo produkty powstałe na bazie tych pasz (jaja, mleko, kurczaki, schab, wołowina) podrożeją o blisko 10-20 proc., albo te same produkty będziemy importować. Tyle że sprowadzane z zagranicy, np. kurczaki będą skarmione paszą genetycznie zmodyfikowaną i na dodatek będą droższe, bo z importu – uważa biotechnolog.
Co powiedzą komisje?
Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy GMO są krytycznie nastawieni do projektu rządowego. Obecnie znajduje się on w komisjach środowiska i rolnictwa; komisja środowiska powołała także podkomisję, która ma zająć się projektem. Los projektu w sejmie jest niepewny, bo nawet w Platformie Obywatelskiej, zdania na ten temat są mocno podzielone. A najczęściej jest tak, że posłowie w ogóle nie mają wyrobionego zdania w tej sprawie. - Zdecydowana większość osób wypowiadających się podczas wysłuchania sprzeciwiała się GMO. Nie mam ostatecznie wyrobionego poglądu, podobnie jak chyba większość posłów należących do komisji – mówi w rozmowie z portalem Fronda.pl poseł Henryk Milcarz z klubu Lewica. Wygląda jednak na to, że komisja albo odrzuci, albo zaostrzy zapisy projektu.
- Jestem zwolennikiem jak najdalej posuniętego ograniczenia GMO i dokładnego badania genetycznych modyfikacji. Siłą rzeczy nie można jednak całkowicie ograniczyć żywności genetycznie modyfikowanej, choćby ze względu na prawo europejskie. Dlatego trzeba sprawę rozważyć racjonalnie – mówi w rozmowie z nami poseł Arkadiusz Litwiński z Platformy Obywatelskiej. W podobnym tonie wypowiada się poseł Stanisław Kalemba z Polskiego Stronnictwa Ludowego. - Moim zdaniem przy takiej różnorodności roślin chronionych, jaką mamy w Polsce, niemożliwe jest utrzymywanie upraw GMO bez kosztów. Koegzystencja tego typu organizmów jest niemożliwa. Potrzebne są bardzo precyzyjne badania naukowe, które dadzą odpowiedź, jak duże jest zagrożenie – twierdzi polityk w rozmowie z portalem Fronda.pl. - Dlatego potrzebne jest wyraźne oznakowanie, jaka żywność jest, a jaka nie jest tego pochodzenia. Klub zajmie stanowisko przed głosowaniem, ale większość posłów stoi na stanowisku, by całkowicie zakazać GMO. Oczywiście jest jeszcze prawo europejskie i koalicjant, z którym musimy uzgodnić wspólne środowisko – dodaje.
Co powie sejm?
Wśród głównych przeciwników upraw genetycznie modyfikowanych jest także były minister środowiska (dziś poseł PiS) Jan Szyszko, jest więc prawdopodobne, że albo ustawa zostanie odrzucona, albo zaostrzona. Nie jest bowiem prawdą, że Unia Europejska nakazuje Polsce umożliwienie upraw GMO. Siedem państw UE zakazało hodowli kukurydzy MON 810 – jednak instytucje europejskie nie mają jednoznacznego stanowiska wobec tego zakazu. Ani Rada, ani Komisja Europejska nie podjęły decyzji w sprawie uchylenia zakazów w czterech z nich, czyli Austrii, Francji, Grecji i na Węgrzech.
Nie wiadomo właściwie, jak ostatecznie zdecydują kluby parlamentarne. Przykładowo: poseł Platformy Obywatelskiej Andrzej Czuma, który prowadził ożywioną korespondencję z pewną zwolenniczą zakazu GMO, wysłał do niej bardzo ostrą odmowę wsparcia zakazu upraw roślin genetycznie modyfikowanych. - Nie jestem entuzjastą regulowania produkcji i konsumpcji żywności przez władze publiczne. Jeśli żywność, którą krytykuje popierana przez Panią organizacja, jest istotnie tak niezdrowa to bez ingerencji władz publicznych jej uprawy zostaną zlikwidowane, ponieważ produkt nie znajdzie nabywców. Jednocześnie pozwolę sobie przypomnieć, że organizacja Greenpeace przez wiele lat zaangażowana była w ruch pacyfistyczny, który utrudniał prowadzenie polityki obronnej państw NATO i zapewne przypadkowo dobrze służył potrzebom polityki Związku Sowieckiego. Z tego względu trudno byłoby mi uwierzyć w koncepcje głoszone przez tę organizację – można było przeczytać w odręcznie podpisanym liście.
Także olsztyński parlamentarzysta PO Janusz Cichoń przeciwstawia się poglądom przeciwników GMO. - Przyszedł do mnie młody człowiek z tendencyjnie skonstruowaną ankietą, nakłaniający mnie do sprzeciwu wobec upraw – mówi portalowi Fronda.pl. - Rozmawiałem z nim chyba dwie godziny i nie byłem w stanie otworzyć mu oczu na to, że sprawa GMO jest w Polsce bardzo przekłamana. Naocznie przekonałem się, że kierowało nim sporo emocji i ideologia, której nie mogę zrozumieć – twierdzi polityk. - Badania naukowe nie wykazują, by żywność modyfikowana genetycznie była szkodliwa. Co więcej, trudno znaleźć w Polsce jakąkolwiek roślinę uprawną, która powstałaby bez ingerencji człowieka. Nie uważam, by w tym zakresie powinna funkcjonować wolna amerykanka i by nie były prowadzone nad tym zagadnieniem badania. Ale całkowity zakaz GMO jest po prostu szkodliwy – uważa Cichoń.
W tej chwili projektem ustawy zajmuje się podkomisja, później, gdy poprawki przyjmą komisje, znów będzie się nim zajmować sejm na posiedzeniu plenarnym.
Stefan Sękowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »


