Eutanazista William Distelmans uśmiercił zupełnie zdrową kobietę, Godelievę de Troyer. Jedyną przyczyną morderstwa był to, że de Troyer czuła się przybita i chciała umrzeć. Distelmans zamiast trafić do więzienia… otrzymał prestiżową nagrodę.
Belgijskie prawo umożliwia „lekarzom” mordowanie pacjentów, jeżeli ci, choć są zdrowi, życzą sobie tego z powodu złej kondycji psychicznej. Wystarczy, że ich stan pozytywnie dla ich życzeń zaopiniuje psychiatra. Tak było w przypadku Gedelievy de Troyer, kobiety zupełnie zdrowej, jakkolwiek nieustannie przybitej i dlatego chcącej umrzeć. Co ciekawe wyrok wykonał William Distelmans, nie psychiatra, ale… onkolog.
Powstaje pytanie, czy panią de Troyer ktokolwiek w ogóle próbował leczyć? Czy komukolwiek naprawdę zależało na tym, by poczuła się szczęśliwa i chciała żyć? Czy spotkała na swojej drodze ludzi, którzy powiedzieliby jej o Jezusie Chrystusie, który umarł dla niej na krzyżu?
W ateistycznej Belgii to wątpliwe. Smutna de Troyer trafiła na równie smutne hordy nihilistów, którzy tym tylko od niej się różnili, że chcieli dalej żyć, by korzystać z hedonistycznych przyjemności, jakie może dać im ciało. De Troyer uznała, być może, że to po prostu głupia postawa – bo tak jest w istocie! – a skoro w życiu nie ma niczego innego, to pozostaje tylko umrzeć.
I zginęła. Jej śmierć została przyjęta w środowiskach „postępowych” Belgów z największym uznaniem. Wyrazem tego stała się nagroda, jaką otrzymał „lekarz”-morderca, Distelmans. Liberalno-Humanistyczne Stowarzyszenie przyznało mu mianowicie nagrodę jako „wybitnemu humaniście, który pokazał w swoim życiu i swojej pracy prawdziwe i niezłomne liberalne, humanistyczne zaangażowanie”.
Oto, szanowni Państwo, liberalizm w całej okazałości. Mordowanie chorych i cierpiących ludzi. Zamiast im pomagać, leczyć, głosić im Ewangelię – dajemy po prostu zastrzyk i to wszystko. Można dalej „iść naprzód”.
bjad
