Siostra Margaret McBride, dyrektor katolickiego szpitala w Phoenix, potwierdziła decyzję szpitalnej "komisji etyki" o zabiciu 11-tygodniowego dziecka. Powodem miała być chęć ratowania życia matki. 27-letnia pacjentka cierpiała na nadciśnienie płucne, które w przypadku ciąży może być niebezpieczne dla życia matki.

Zgodę na aborcję jednoznacznie ocenił miejscowy biskup. - Przez swoje działania s. McBride automatycznie zaciągnęła ekskomunikę – tłumaczył bp Thomas Olmsted. W efekcie zakonnica została również przesunięta na inne stanowisko w centrum medycznym St Joseph's Hospital.

W odpowiedzi, władze sieci klinik katolickich, do której należy szpital zakwestionowały stanowisko hierarchy. - Jeśli istniałby sposób, by uratować tę ciążę i jednocześnie zapobiec śmierci matki, wykorzystalibyśmy go. Jesteśmy przekonani, że takowego nie było – zapewniali przedstawiciele Catholic Healthcare West w liście do bp. Olmsteda.

Wobec licznych zapytań kierowanych po tym incydencie do amerykańskich biskupów specjalna Rada ds. Doktryny Episkopatu USA zdecydowała się zabrać oficjalne stanowisko i przypomnieć nauczanie Kościoła w kwestii leczenia kobiet w ciąży, które zagraża nienarodzonym dzieciom.

- Operacje, leczenie i lekarstwa, których bezpośrednim celem jest leczenie proporcjonalnie poważnych stanów chorobowych ciężarnej kobiety jest dozwolone, gdy nie można ich bezpiecznie odłożyć do czasu, gdy nienarodzone dziecko jest zdolne do przeżycia, nawet jeśli miałoby to skutkować śmiercią nienarodzonego dziecka – przypomnieli biskupi.

Zebrani – przywołując dwa przykłady przypadków, gdy dziecko jest zbyt małe, by przeżyć poza organizmem matki - przypomnieli także, w jaki sposób należy dokonywać rozróżnienia przy ocenie takich sytuacji. Pierwszy z nich dotyczy kobiety, która ma problemy z jakimś "organem", spowodowane obciążeniem wywołanym ciążą. W takim wypadku lekarze zalecają aborcję, w celu ochrony zdrowia kobiety.

Drugim przypadkiem może być rak macicy wykryty u ciężarnej kobiety. W tej sytuacji lekarze zalecają operację w celu usunięcia raka, jako jedyną możliwość powstrzymania raka przed rozprzestrzenianiem. Usunięcie raka będzie jednak skutkować śmiercią dziecka.

Komisja wskazała, że pierwsza sytuacja jest przykładem bezpośredniej aborcji. Operacja, jak tłumaczą biskupi, nie wpływa bezpośrednio na problem zdrowotny kobiety poprzez naprawienie organu, który jest dysfunkcyjny.

- Operacja prawdopodobnie polepszy funkcjonowanie organu lub kilku organów, ale jedynie w pośredni sposób, np. poprzez zmniejszenie ogólnego obciążenia organu lub organów poprzez usunięcie obciążenia spowodowanego ciążą – czytamy w oświadczeniu. - Aborcja – dodają biskupi – to środek do osiągnięcia zmniejszenia tego obciążenia.

Inaczej sprawa ma się w drugim przypadku. - Pilnie potrzebna procedura medyczna pośrednio i nieumyślnie (...) skutkuje śmiercią nienarodzonego dziecka – tłumaczą biskupi. W tym przypadku ta śmierć jest "niezamierzonym i nieuniknionym skutkiem ubocznym, a nie celem operacji".

- Nie ma nic z gruntu złego w operacji usunięcia źle funkcjonującego organu – stwierdza komisja episkopatu. - Jest to moralnie uzasadnione gdy dalsza obecność organu powoduje problemy dla reszty ciała.

Jednakże, jak zaznaczają biskupi, "operacja mająca zakończyć życie niewinnej osoby" jest "z gruntu zła". - Nie ma sytuacji, w których mogłaby być usprawiedliwiona – podkreślają.

AJ/Catholicnews.com

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »