W dzisiejszym wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" deklarujący się jako katolik prezydent Bronisław Komorowski otwarcie zapowiada, że poprze ustawę refundującą in vitro. Tym samym, prezentuje stanowisko, które nijak się ma do nauki Kościoła katolickiego. Co to oznacza z punktu widzenia katolickiej nauki etycznej?

- Poparcie metody in vitro jest równoznaczne z popieraniem zabijania. Ponadto, w sztucznym zapłodnieniu wykorzystuje się metodę laboratoryjnej selekcji zarodków. Jest to eugenika w czystej postaci. Kosztem słabszych zarodków wybiera się silniejsze. Jest to całkowicie niezgodne z wolnością religijną. Człowiek, w szczególności katolik, ma postępować w zgodzie ze swoim sumieniem. Deklaracje prezydenta Komorowskiego są wyrazem jego rezygnacji z sądów sumienia na rzecz dyktatury państwa. Sumienie katolika ustępuje sumieniu urzędnika, które jest ślepo poddane ustawodawstwu. Takie rozdarcie między deklaracjami prezydenta a jego postępowaniem to wyraz prawnego pozytywizmu, na kanwie którego dochodzi do rozdziału pomiędzy etyką chrześcijańską, a nazwijmy to, etyką urzędniczą. Prowadzi to do dyktatury państwa, dyktatury Lewiatana, co jest pewną formą totalitaryzmu, zawoalowanego, ale totalitaryzmu – mówi ks. prof. Tadeusz Biesaga z Wyższej Szkoły Filozoficzno-Pedagogicznej "Ignatianum" w Krakowie.

- Stanowisko prezydenta jest tutaj głęboko sprzeczne z nauką Kościoła katolickiego. Doskonale wiemy, że stosowanie metody in vitro jest procedurą niemoralną. Natomiast deklarowanie poparcia dla ustawy refundującej in vitro, która de facto jest dopiero w fazie przygotowania, nie da się pogodzić ze stanowiskiem Kościoła. Katolik ma wręcz obowiązek wyrażenia swojego sprzeciwu wobec wszelkich prób ułatwienia dostępu do korzystania ze sztucznego zapłodnienia. Tutaj prezydent, który deklaruje się jako katolik, wyraża swoje poparcie dla ustawy, której nota bene jeszcze nie zna – dodaje ks. Marian Machinek, bioetyk z Uniwersytetu Warmińsko–Mazurskiego.

O. Andrzej Rębacz, konsultator Rady ds. Rodziny, podobnie zwraca uwagę na fakt, że prezydent tak ochoczo wyraża swoje poparcie dla ustawy, która jest dopiero w fazie przygotowania. Jest to więc deklarowanie swojej zgody na coś, czego właściwie ostatecznego kształtu się nie zna. - Co innego, jeśli gotowa ustawa miałaby być przyjęta większością głosów. Tutaj zaś mamy do czynienia z deklarowaniem poparcia dla projektu, o którym już teraz wiadomo, że jest niezgodna z katolicką nauką. Deklaracje prezydenta, że będzie taką ustawę forsował, są co najmniej niepokojące – dodaje o. Rębacz.

Równie niepokojący jest fakt, że aprobatę dla metody, która jest grzechem, wyraża człowiek, który publicznie deklaruje się jako wierzący katolik.

- Sytuacja, kiedy człowiek publicznie deklarujący swój katolicyzm, jednocześnie wyraża aprobatę dla czegoś, co jest niezgodne z nauką Kościoła katolickiego, jest wyrazem głębokiej niekonsekwencji. Dziś obserwujemy takie rozdarcie, żyje się niejako w dwóch światach – prywatnym i publicznym. W to doskonale wpisują się dzisiejsze deklaracje pana Komorowskiego. Przy takich wypowiedziach na temat in vitro, zdaje się on zamykać swoją wiarę w sferze prywatności. Wkomponowuje się to w ogólną tendencję, jaka zaczyna dziś dominować, a wedle której wiarę i wszystko, co z nią związane, próbuje się zamknąć w obrębie zakrystii. To nie tylko problem pana prezydenta, ale wyraz rozdarcia współczesnego człowieka – mówi ks. Machinek.

- To jest sprzeczność, na którą nie powinno być miejsca. Czy to w liberalizmie, czy nawet w komunizmie, zasada jest jedna – człowiek nie ma kilku sumień. Niepokojąca jest sytuacja, kiedy prezydent miałby rezygnować ze swojego sumienia, jak zapewnia – katolickiego sumienia, na koszt walki o niszę – dodaje o. Rębacz.

Nie można zapominać, że urząd prezydenta jest urzędem publicznym. Czy powinność reprezentowania poglądów nie tylko jednej opcji zwalnia go z odpowiedzialności wynikającej z kierowania się sumieniem?

- Prezydent to urzędnik publiczny, ale sprawowany urząd nie zwalnia go z osądu własnego sumienia. Oczywiście, musi on reprezentować różne stanowiska, ale nie daje mu to prawa do forsowania ustaw sprzecznych z jego sumieniem – tłumaczy ks. prof. Biesaga. - Bronisław Komorowski, jako prezydent sprawuje urząd publiczny, powinien więc reprezentować różne opcje. Jednak, jako człowiek, co więcej, publicznie deklarujący swój katolicyzm, nie może pozostawać neutralny. Ma prawo, aby prezentować swoje stanowisko, więc ma też prawo, aby wyrazić swój sprzeciw – konstatuje ks. Machinek. Prezydent Komorowski zastrzega jednak, że poprze ustawę o refundowaniu in-vitro pod specjalnymi warunkami. Takim wystarczającym "warunkiem", który usprawiedliwiałby zabijanie ludzkich komórek, byłby fakt, że zabijanie to miałoby odbywać się w małżeństwach. Prezydent powołuje się tutaj na badania "bodaj z diecezji płockiej", z których wynika, że 70 proc. wierzących Polaków chce stosowania in vitro w małżeństwach.

- To taka próba przeforsowania mniejszego zła. Natomiast podpieranie się jakimiś badaniami "bodaj z diecezji płockiej" to bynajmniej nie jest wystarczający argument. To jakby "umywanie rąk" - przecież inni katolicy też to popierają, też tego chcą. I to 70 proc! - uważa ks. Machinek.

- Należałoby zastanowić się nad właściwym postawieniem pytania. Jestem przekonany, że gdyby zapytać tych ludzi, czy są za zabijaniem tak zwanych zbędnych embrionów, które są produkowane przy zapłodnieniu in vitro, z pewnością większość, jeśli nie wszyscy, odpowiedziałaby, że nie. Ustawa in vitro będzie łamać ludzkie sumienia, gdyż pieniądze z podatków katolików, bez ich zgody będą użyte do produkcji, selekcji i zabijania zamrożonych embrionów ludzkich – uzupełnia ks. prof. Biesaga.

Abstrahując od kwestii wiary, to przecież zabijanie dzieci nienarodzonych jest sprzeczne z prawem naturalnym. Jeżeli przyjmujemy, że człowiek jest wartością, to należy ją chronić. Musimy dołożyć wszelkich starań, aby tej wartości bronić, i nie dopuścić do zabijania dzieci w fazie embrionalnej. To już wybiega poza kwestię wiary, chodzi tu o poszanowanie człowieka. A to, że jest malutki, to nie jest żaden argument. Władza ma przecież dbać - także, a może przede wszystkim - o tych najsłabszych i najmniejszych – mówi o. Rębacz.

Zaś ks. prof. Biesaga proponuje, by zamiast zastanawiania się nad refundowaniem in vitro wypracować alternatywne metody walki z niepłodnością. - Nie ukrywajmy, in vitro nie leczy niepłodności – konstatuje.

oprac. Marta Brzezińska

 

 

 

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »