Tomasz Wandas, Fronda.pl: Dlaczego uważa Pan, że potrzeba powołać wydział do spraw ochrony produktu i marki?

Michał Cieślak (Klub Parlamentarny PiS): Uważam, że należy jak najszybciej powołać taki zespół, a w przyszłości Departament ds. ochrony polskiego produktu i polskich marek. Przedsiębiorcy coraz częściej napotykają na bariery administracyjne i działania lobbingowe państw i korporacji mające na celu uniemożliwienie lub ograniczenie możliwości wprowadzenia polskich produktów na inne rynki. Spowodowane to jest oczywiście konkurencją i ochroną rynków zbytu kontrolowanych przez poszczególne państwa lub korporacje. Ostatnie przykłady pokazują dobitnie, jak się to odbywa. Polski URSUS od trzech lat uzupełnia dokumentację umożliwiającą wydanie zezwoleń na sprzedaż traktorów w Niemczech i wciąż czegoś brakuje niemieckim urzędnikom. W tym przypadku konieczna była interwencja wicepremiera i ministra rozwoju, Mateusza Morawieckiego, która skutecznie umożliwiła przełamanie tych barier. Z kolei czeska administracja kolejny raz blokuje nasze artykuły rolno-spożywcze rozpowszechniając negatywne opinie o polskich produktach, a robi to przed dokładnym i rzetelnym zbadaniem przez polskie i czeskie inspekcje stanu faktycznego. Tego typu działania osłabiają polskich producentów, gospodarkę i uderzają w naszą markę. Dlatego zaproponowałem powołanie takiego zespołu przy Ministerstwie Rozwoju.

Jakie były ostatnie problemy URSUSA i czy udało się je rozwiązać? Czego uczy nas, albo czego powinno nauczyć to, co miało miejsce z URSUSEM?

W przypadku Ursusa przez ostatnie trzy lata administracja niemiecka skutecznie blokowała wejście traktorów ursusa na rynek niemiecki. Polski producent dostarczał urzędnikom dokumenty a oni domagali się kolejnych ekspertyz, wyjaśnień i innych szczegółowych informacji. Takie działania skutecznie opóźniały proces wydania licencji pozwalającej na wprowadzenie tych produktów na rynek niemiecki. Podobna sytuacja miała miejsce z artykułami rolno-spożywczymi, które miały trafić na rynek czeski i w tym wypadku czeska administracja wprowadzała szczegółowe kontrole produktów, które utrudniały i znacznie opóźniały wprowadzenie naszych produktów na ich rynek.

Do tej pory Polscy rolnicy, przedsiębiorcy i producenci w zderzeniu z takimi sytuacjami pozostawali bez wyraźnego wsparcia ze strony rządu. Często pozostawieni sami przegrywali tę walkę lub musieli stosować się do niekorzystnych zaleceń przedstawionych im przez korporacje i państwa. Chcemy to zmienić i dlatego uważam, że potrzebny jest organ administracji rządowej złożony z prawników i fachowców, który będzie szybko reagował w podobnych sytuacjach wspierając polskich producentów.  Zespół do ochrony polskiego produktu i marki miałby zajmować się monitorowaniem takich sytuacji i wsparciem polskich przedsiębiorców poprzez stosowną analizę prawną, noty urzędowe i pisma a w ostatecznych sytuacjach nawet pozwy o odszkodowania z tytułu niewłaściwy praktyk handlowych i gospodarczych.

Z kim wchodzi Pan we współpracę, aby zrealizować projekt i dlaczego?

O powołaniu takiego zespołu rozmawiałem z ministrem nauki, wicepremierem Jarosławem Gowinem oraz ministrem rozwoju, wicerpemierem Morawieckim.

Dlaczego Czesi znowu zablokowali polskie produkty? Co zamierzacie zrobić, aby podobne sytuacje nie miały już miejsca? Jak je ograniczyć?

Sytuacje, które mają miejsce utwierdzają nas w przekonaniu, że rynek wspólnoty europejskiej w zakresie swobody przepływu towarów i usług podlega jeszcze innym elementom oddziaływania gospodarczego, ekonomicznego i administracyjnego.  Państwa Unii Europejskiej w pierwszej kolejności dbają o swoich producentów i swój rynek. W tym celu stosują różnego rodzaju mechanizmy, aby ograniczyć konkurencyjnym produktom udziału w ich rynku.

Przypomnę, że w 2014 roku miała miejsce podobna sytuacja. Wtedy polskie warzywa, owoce, mięsa, wyroby wędliniarskie, mleko, sery i ryby na tydzień przed Świętami Bożego Narodzenia zostały zatrzymane na granicy przez czeską administrację pod pozorem drobiazgowych kontroli. Straty spowodowane przetrzymaniem tych artykułów na granicy szacowano na setki milionów złotych. Wtedy, jako polscy producenci, interweniowaliśmy u ministra rolnictwa z prośbą o pomoc i wsparcie oraz o stosowną skargę do komisji europejskiej. Do tego jednak nie doszło – rząd nie reagował. Nnamówiłem więc rolników i komitety protestacyjne na kampanię „Ahoj sami wypijcie wasze czeskie piwo”, która miała informować czeskich konsumentów, że polscy rolnicy i konsumenci będą omijać czeskie produkty ze względu na działania ich administracji. W wyniku tej kampanii Czesi dowiedzieli się o całej sprawie i w efekcie organizacje czeskich konsumentów i importerów, wyręczając naszego ministra, same złożyły skargę na swój rząd do Komisji Europejskiej, co pozwoliło błyskawicznie odblokować wjazd polskiej żywności do Czech. Gdybyśmy wtedy mieli taki zespół, jaki teraz chcę stworzyć, wszystko potoczyłoby się sprawniej i szybciej.

Jak pamiętam, ówczesny minister rolnictwa Marek Sawicki powtarzał, że nie ma lepszej promocji dla polskiej żywności, niż czeska kontrola, a my naszą akcją odrmozimy sobie uszy i nic nie wskóramy – jednak wskóraliśmy i udało się. Poza tym po nagłośnieniu tej kampanii przez czeskie media zwrócili się do nas producenci czeskiego piwa, przesyłając nawet film wideo, który przedstawiał proces produkcji i informował o bardzo wysokiej jakości czeskiego piwa. Odpowiedzieliśmy Czechom, że wierzymy w jakość ich wyrobów i właściwe działania ich służb nadzorujących produkcję i dlatego nie zamierzamy kontrolować, badać, sprawdzać i prześwietlać czeskiego piwa.

Bardzo dziękuję za rozmowę.