Małżeństwo, które postanowiło w internetowej sondzie zapytać o to, czy ma zabić swoje dziecko czy je urodzić, właśnie zamknęło głosowanie. Miało ono wprawdzie potrwać do 7 grudnia, ale para zdecydowała się zakończyć je już teraz.

Sonda zebrała 2 008 039 głosów, a zakończyła się 78 proc. głosów za zabiciem dziecka. Jednak, na początku miesiąca, kiedy pojawiła się informacja o głosowaniu, ponad 80 proc. internautów było za urodzeniem dziecka.

Pete i Alisha Arnold na "legalne zabicie" swojego dziecka mają czas do 9 grudnia. Teraz zamierzają jednak przeanalizować wyniki głosowania, ponieważ podejrzewają, że zostały sfałszowane. Chcą m.in. sprawdzić podwójne głosy z tego samego adresu IP, a komentarze "ważące za bardzo w jedną stronę" zostaną zredukowane do dwóch.

Wiele głosów, podejrzewających sondę o mistyfikację, pojawiło się po tym, jak Pete Arnold przyznał w programie w CNN, że on i jego żona nigdy poważnie nie myśleli o aborcji. - Nie chcemy oszukać ludzi. Wydawało się to dobrym punktem wyjścia do dalszej dyskusji – przyznał Arnold.

Sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej, kiedy Alisha Arnold, w odpowiedzi na uwagi męża, wyznała, że ma poglądy proaborcyjne. W przeciwieństwie do tego, co mówił jej mąż, na samym początku ciąży myśleli o aborcji bardzo poważnie. Kobieta dodaje, że ten osobisty spór pomiędzy nimi skłonił ich do zapytania o zdanie internautów.

- Jakiekolwiek zdanie ma mój mąż, to ja, jako kobieta, nosząca w swoim brzuchu to dziecko, mam prawo do podjęcia ostatecznej decyzji w tej sprawie – konstatuje Alisha Arnold.

eMBe/LifeSiteNews

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »