Proponuję na znane zagadnienie kultu Najświętszego Serca Pana Jezusa spojrzeć przez pryzmat idei wynagrodzenia. Idea ta jest tak stara jak chrześcijaństwo i Ewangelia. Wszakże od chwili wielkiego objawienia w Paray (św. Małgorzacie Marii Alacoque) nabrała ona szczególnego znaczenia. W nabożeństwie do Serca Jezusowego, jak również w życiu wewnętrznym, ma ona obecnie miejsce, jakiego nie posiadała nigdy dotąd. Nie ulega wątpliwości, że wynagrodzenie należy do istotnych cech nauki o Sercu Jezusowym. Od chwili, kiedy grzech wytrącił z równowagi nasz stosunek do Boga, wynagrodzenie staje się nieodłączną cechą doskonałej miłości. W rzeczy samej bowiem nie możemy miłować Boga, jeśli Mu nie wynagradzamy za zniewagę, wyrządzoną Mu przez grzech, jeśli nie pocieszamy Jego Serca smutnego aż do śmierci. Wynagrodzenie jest w gruncie rzeczy miłością współczucia i zadośćuczynienia.
Wynagrodzenie ma w myśl objawienia w Paray przede wszystkim pocieszyć Zbawiciela z powodu zbrodni złych i niewdzięcznych przyjaciół, z powodu obojętności wobec Ewangelii.
„Oto Serce - powiedział On do świętej Małgorzaty Marii - które ludzi tak umiłowało, iż nie szczędziło niczego i oddało się aż do całkowitego wyczerpania w całopalnej ofierze, by okazać im miłość swoją; a miast wdzięczności otrzymuje przeważnie niewdzięczność”.
„Zbrodnie złych mnożą się bez ustanku; bluźnią oni i złorzeczą miłości”.
„Czyż nie znajdę nikogo, co by miał litość nade Mną, co by chciał współczuć ze Mną i mieć udział w boleści mojej, w tym stanie opłakanym, w jaki wtrącają Mnie grzesznicy, zwłaszcza w czasach obecnych?”.
„Ty przynajmniej pociesz Mnie i wynagradzaj za niewdzięczność wedle sił swoich”.
Miłować będziemy Jezusa aż do szaleństwa, albowiem „wielkim wynagrodzeniem - to miłość”. On nas wzywa, byśmy Go pocieszali: „Córko, czy nie chcesz Mi dać swego serca, by w nim Serce moje cierpiące i przez wszystkich wzgardzone, znalazło wytchnienie?”. Jezus czuje potrzebę, by ci otworzyć Serce, bo ono kryje w sobie smutek, jakiego nie znają aniołowie, i łzy, co w niebie nie płyną. Bo chociaż nie jesteś w stanie zgłębić przepaści Jego boleści, to jednak masz serce, które drga pod wrażeniem boleści i walki.
Duchy anielskie przychodzą, by Go pocieszać i wspierać w Ogrodzie Oliwnym, ty jednak bardziej od aniołów zbliżyć się możesz do przepaści Jego cierpień... Możesz mieć udział w Jego łzach i cierpieniu.
Podziękuj Mu z całego serca za tę łaskę i chwałę. Oddaj Mu cześć w Jego mistycznej agonii, w tym wielkim opuszczeniu, w jakim znajduje się Jego Serce.
Zbliż się do Niego i z Małgorzatą Marią pociesz Go, ofiarując Mu serce swoje. Dziś zwraca się On do ciebie, szukając miejsca, gdzie by modlić się mógł i płakać!... Przychodzi powierzyć ci tajemnice nieskończonej swej miłości i pełnię nieskończonego smutku. Przyjmij Go i słuchaj Jego głosu:
„Dusza moja smutna jest aż do śmierci... Świat pełen jest serc, dla których jestem niczym. Owszem, czasem padają do stóp moich, bo Mnie potrzebują... Wnet jednak odchodzą”.
„Jakże mało mam prawdziwych, szlachetnych przyjaciół. Pośród tych, co się mienią przyjaciółmi mymi, znajduję tylu letnich, co chcą paktować między Mną a światem... znajduję tak mało zaufania, zwłaszcza w chwilach wzgardy i cierpienia”.
„Gdzież są ci, których przygarnąłem, uzdrowiłem?”.
„Smutna jest dusza moja z powodu zawodu, jaki sprawiają Mi dzieci, które stają się niewdzięczne”.
Z ideą zadośćuczynienia łączy się ściśle idea wynagrodzenia za grzechy przyjaciół.
Zatrzymajmy się jednak myślą przy innym grzechu, przy grzechu własnym. Czyż tym grzechem nie jest brak prawdziwej miłości wśród tych, którzy mocą powołania swego powinni być wiernymi przyjaciółmi Króla? Oto wielki grzech, który mieczem przebija Jego Serce bardziej niż wiele innych grzechów, może cięższych, lecz mniej okrutnych. Tamte bowiem są sprawą nieprzyjaciół, gdy tymczasem rana, jaką my Mu zadajemy, jest czarną, gorszą niż śmierć, niewdzięcznością.
A więc zaczynajmy od tego, by nagradzać za grzechy bliźnich, lecz zacznijmy od nagradzania za grzechy własne, zwłaszcza za naczelny grzech przyjaciół Zbawiciela: za brak miłości i zaufania. Obyśmy miłowali Jezusa przynajmniej tak, jak miłujemy stworzenia, kiedy otwieramy im nasze biedne serca.
Wszak przyznać musimy, iż mimo nieskończonej naszej nicości Bóg ukrył we wnętrzu naszym skarby bezcenne. Posiadamy olbrzymie zapasy męstwa, wspaniałomyślności i świętej odwagi, mamy zdolność do abnegacji i poświęcenia. A skoro nadejdzie odpowiednia chwila, kiedy chwała ojczyzny lub honor rodziny wzywa, wówczas objawia się cała potęga ukrytego w nas skarbu. Zdarza się to tak często na polach walki, jak i w życiu rodzinnym. Wówczas człowiek od razu czuje się wyższy, silniejszy, gotów do poświęcenia, o jakim nigdy nie marzył.
Polecam na dzisiaj – dzień Uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa, za kapłanów i tych, którzy są powołani do kapłaństwa: http://www.sercanie-biali.pl/modlitwy/UroczystoscNSPJ.pdf
o. Zbigniew Zalewski SSCC
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

