"Na pokaz filmu przyszło tak wiele osób, że dla niektórych zabrakło miejsc. Pojawienie się byłego rzecznika PRL-owskiego rządu w towarzystwie pięciu osób było sporym zaskoczeniem dla organizatorów pokazu. Początkowo chciano nawet wyprosić Jerzego Urbana, ale ostatecznie pozwolono mu obejrzeć film"-czytamy na portalu niezalezna.pl. „Jerzy Urban przyszedł na pokaz filmu, którego nie mozna (nieoficjalnie zakazany) zobaczyć w TV. Nawet on szuka info w drugim obiegu (jak dawniej?)”- skomentowała zdarzenie na facebooku publicystka Joanna Lichocka. Po pokazie, a w czasie panelu, Urban nie zadawał pytań, ale robił pilnie notatki. „Żeby zrobić relację z tego wydarzenia” - powiedział zapytany przez reportera portalu niezalenza.pl. Wychodzącego Urbana pożegnało głośne buczenie. W dyskusji o konformizmie dziennikarzy III RP brali udział: Bronisław Wildstein i Robert Kaczmarek.



Cyniczny do bólu Jerzy Urban nie pierwszy raz pokazuje swoją bezczelność i zadufanie. Nie można jednak nie zauważyć, że ten komuch ma cojones. Naprawdę pojawienie się takiej osoby jak Urban w spotkaniu klubu Gazety Polskiej jest przejawem odwagi. Chyba, że Jerzy Urban po prostu jest sado-masochistą, który kocha jak się go opluwa i nienawidzi. To drugie wytłumaczenie jest racjonalne. W końcu jak się jest rzecznikiem komunistycznego reżimu, to trzeba mieć spaczoną osobowość, albo być nihilistą bez uczuć. Urban w swojej gazetce pokazał, że pewne ludzkie odruchy są mu dalekie. Tak czy siak, szkoda, że Urban nie wziął udziału w dyskusji z Wildsteinem i Kaczmarkiem. Byłoby niezwykle ciekawie. Nei można zapominać, że Urban jako ojciec chrzestny Ruchu Palikota powraca w chwale na salony III RP. Będzie go więc w mediach coraz więcej.


Łukasz Adamski