W majowej powodzi zniszczeniu uległo kilkaset budynków w okolicy podkrakowskiej Skawiny. Mieszkańcom zalanych terenów premier obiecał pomoc finansową. Aby ją otrzymać mieli tylko udowodnić i udokumentować zniszczenia.

Weryfikacją wniosków zajęła się gmina i na tym miały zakończyć się uproszczone procedury przyznawania pieniędzy. Jednak, do zaskoczonych mieszkańców Skawiny przyszli z nietypowymi pytaniami pracownicy Ośrodka Pomocy Społecznej. O co pytali?

- O alkohol, czy się pije, o przemoc fizyczna tak samo, czy nie ma przemocy w rodzinie - mówił jeden z zaskoczonych mieszkańców Woli Radziszowskiej. - Mówiłem do żony: jedź i wycofaj ten wniosek. Jest mi po prostu wstyd. Zostałem potraktowany jak szmaciarz, dziad, który przychodzi spod budki z piwem, że mu zabrakło 5 złotych i stara się w MOPS-ie o pieniądze – mówi zdenerwowany mieszkaniec zalanej miejscowości.

Oprócz pytań o alkoholizm i przemoc w rodzinie pracownicy MOPS pytali także o majątek. Jakie auto posiada osoba starająca się o pomoc, z którego rocznika jest, ile pieniędzy posiada osoba starająca się o rządowa pomoc, na jakich kontach jest ona zdeponowana.

Co to ma wspólnego z powodzią? - Szczerze mówiąc, nie ma nic – mówi Ewa Strzałka, sekretarz gminy Skawina i tłumaczy, że takie pytania były zadawane tylko przez pierwsze dwa tygodnie weryfikowania wniosków, bo gmina nie chciała podpaść innym urzędnikom. Później przyszła instrukcja jak wnioski weryfikować i pytania wycofano.

- Przepraszamy tych, którym te pytania zostały zadane i prosimy o wyrozumiałość - konstatuje Ewa Strzałka.

eMBe/Rmf.fm

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »