Wystawa jest częścią projektu "Berlin - Yogyakarta. Od hitlerowskiego terroru wobec osób homoseksualnych do praw człowieka dzisiaj" realizowanego przez Kampanię Przeciw Homofobii i obejmującego wystawę jeżdżącą po Polsce, projekcje filmowe oraz "warsztaty antydyskryminacyjne". Projekt "Berlin - Yogyakarta" realizowany jest przez Stowarzyszenie Kampania Przeciw Homofobii przy finansowym wsparciu niemieckiej Fundacji "Pamięć, Odpowiedzialność i Przyszłość" (EVZ). Partnerem jest także Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego.

Według KPH, celem przedsięwzięcia jest "przypomnienie historii prześladowań gejów, lesbijek, osób biseksualnych i transgenderowych przez nazistów podczas ich panowania w Europie oraz podkreślenie, że prawa człowieka są niezbywalną własnością wszystkich ludzi, również osób nieheteroseksualnych".

Projekt ma pokazać zarówno historię, jak i współczesność. Dlaczego Berlin-Yogharta? W Berlinie powstała pod koniec XIX wieku pierwsza na świecie organizacja na rzecz praw obywatelskich homoseksualistów. Natomiast Yogyakarta to miasto w Indonezji, gdzie w 2006 roku opublikowano tzw. Zasady Yogyakarty  - międzynarodowe standardy praw człowieka i ich zastosowanie w stosunku do orientacji seksualnej oraz tożsamości płciowej.

Koordynatorka projektu Katarzyna Radlin z KPH informuje, że wystawa ma pokazać rozmiar zbrodni popełnionych przez reżim hitlerowski jako "skrajny przykład łamania praw osób LGBT" oraz przypomnieć o "przemilczanych ofiarach nazistowskiego totalitaryzmu", jakimi były osoby nieheteroseksualne.

Argumentacja organizatorów nie przekonuje historyka i metodyka z KUL, współautora programów nauczania historii w liceach i gimnazjach, dra Tomasza Panfila. - Jest to rzeczywiście fakt historyczny: takie osoby znajdowały się na sporządzonej przez Niemców liście osób do eksterminacji. Natomiast czy jest zapomniany? Nie wiem, przez kogo, bo to jest dosyć powszechnie znane, o tym się mówi i pisze – mówi w "ND" Panfil. Dodaje, że prześladowanie to nie "miało tak masowego charakteru" i że wśród "wierchuszki partyjnej NSDAP było całe mnóstwo homoseksualistów, dlatego oni nie prześladowali ich jakoś tak ze szczególnym zapałem".

Decyzję o umieszczeniu wystawy w BUW podjął uniwersytet, a nie biblioteka. Rzecznik prasowy uczelni Anna Korzekwa tłumacząc decyzję o zgodzie na wystawę napisała m.in., że "Uniwersytet stanowi naturalną platformę wymiany myśli i jest jedynie miejscem, gdzie ścierają się różne poglądy". Dodała, że każdego roku odbywają się tu dziesiątki wystaw, wykładów i pokazów i zwykle uczelnia użycza swojej przestrzeni.

Czy inna "wędrująca" wystawa miałaby szansę być pokazana w BUW-ie? Mariusz Dzierżawski z Fundacji Pro, współorganizator antyaborcyjnej wystawy"Wybierz życie" przyznaje w "ND", że wielka otwartość władz Uniwersytetu Warszawskiego wobec przedsięwzięcia KPH zachęca go, żeby wystąpić do uczelni o zgodę na pokazanie tam banerów ze zdjęciami ofiar aborcji. - Pasaż BUW to bardzo dobre miejsce, dlatego wystąpimy do władz uczelni, żeby również naszą ekspozycję pokazano w tym samym miejscu - zapowiada Dzierżawski.

Może mieć jednak trudności z uzyskaniem zgody uczelni. Bo Korzekwa tłumaczy, że wystawy prezentujące drastyczne zdjęcia są w UW niedozwolone.

Kolejnymi miastami, w których promowany będzie projekt KPH będą Kraków, Wrocław i Lublin.

MaRo/Naszdziennik.pl

 

Ważne lektury:

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »