Dyskusja na temat obniżki minimalnej stawki podatku od wartości dodanej (VAT), który jest najbardziej „dochodowym” dla budżetu Unii Europejskiej podatkiem, trwa od lat. Teoretycznie wynosi ona 15 proc., jednak z biegiem lat wiele krajów wynegocjowało sobie odrębne uregulowania w pewnych kwestiach – przykładowo w Polsce obok stawki 22 proc. istnieją stawki 7, 3 i 0 proc. na niektóre usługi. Wczoraj ministrowie finansów UE wprowadzili kolejny wyłom w systemie, umożliwiając wszystkim państwom członkowskim ustanawianie obniżonej składki na niektóre „usługi o dużym nakładzie pracy ręcznej” w gastronomii i w rzemiośle.
Największym przeciwnikiem obniżki VAT są od lat Niemcy. Jako że decyzje odnośnie podatków podejmowane są jednogłośnie, kompromis wymagał wykreślenia z projektu Komisji Europejskiej prawa do obniżonej stawki m.in. na produkty przyjazne środowisku i... pieluszki. Zresztą nasz zachodni sąsiad sam nie będzie obniżał podatków. - To rozwiązanie, z którego korzystać mogą inne kraje – stwierdził minister finansów RFN Peer Steinbrück.
O zmiany w tym zakresie zabiegały szczególnie nowe państwa UE, Francja oraz Komisja Europejska. I nie zamierzają one składać broni, mimo zapewnień przeciwników, iż obecny stan rzeczy jest maksimum tego, co zwolennicy niższych podatków mogą obecnie osiągnąć. - Musimy to jeszcze raz przemyśleć, bo dziś było widać, że dla wielu krajów to już koniec drogi i nie ma już możliwości dalszej dyskusji o zredukowanych stawkach VAT – stwierdził europejski komisarz finansów Laszlo Kovacs.
Na szczycie debatowano także nad obecnym kryzysem finansowym. Wiele wskazuje na to, iż kolejny raz kryteria konwergencji ustalone w Traktacie z Maastricht zostaną odłożone na półkę. Niemcy zapowiadają, iż z racji wprowadzenia pakietu mającego napędzić koniunkturę w gospodarce deficyt budżetowy tego kraju wzrośnie do 4 proc. Politycy chcą jego powrotu pod trzyprocentowy próg w 2012 roku.
sks/Die Welt/PAP
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

