Dyrektywa jest oczywiście uzasadniana koniecznością ochrony środowiska, katastrofalnymi zmianami klimatycznymi i innymi pierdołami, których tutaj przytaczać nie będę bo szkoda nerwów, czasu, atłasu i wirtualnej przestrzeni. Znacznie ważniejsze jest pytanie: kto na tym zarobi? Kto zyska? Odpowiedzi szukać daleko nie trzeba bo już ją podałem. Rosja. Tylko rosyjscy armatorzy pływający po Morzu Bałtyckim nie poniosą żadnych kosztów związanych z wprowadzeniem nowego prawa i tym samym wzmocnią swoją pozycję wobec unijnych konkurentów. A jeżeli pogrzebie się głębiej i poczyta między wierszami to pojawi się jedna, konkretna nazwa: Gazprom. To temu koncernowi najbardziej zależy na zablokowaniu bałtyckiej żeglugi! Przecież po roku 2015 żaden tankowiec z ropą czy gazem pochodzącym, dajmy na to, z krajów położonych w rejonie Zatoki Perskiej nie będzie mógł dotrzeć do polskich portów, żaden armator specjalizujący się w transporcie ropy nie będzie zainteresowany modernizacją swoich statków tylko po to, by dostarczać surowiec do naszego kraju. Zwłaszcza, że brak odbiorców nikomu w tej gałęzi gospodarki nie grozi. A Rosja i Gazprom zyskują dzięki omawianej dyrektywie monopol na dostawy gazu i ropy do Polski, która tym samym staje się od nich całkowicie zależna. Jedno małe pogrożenie palcem opartym o kurek wystarczy, by nasi politycy musieli zacząć tańczyć w rytm wystukiwany na Kremlu. I wszystko gra – jak w ruskiej harmonii...
Pytanie numer dwa brzmi: dlaczego polski rząd pozostał bierny? Odpowiedzi na nie szukać nie będę bo jeszcze trafię w sedno i o szóstej rano złożą mi wizytę smutni panowie w kamizelkach z nadrukiem ABW. Ciekawi mnie tylko lokalizacja stolika, pod którym przeszły pieniądze. Jakoś w bezinteresowną zdradę interesu narodowego uwierzyć nie potrafię...

