Igor Miroszniczenko, deputowany nacjonalistycznej partii Swoboda, obraźliwe słowa pod adresem 29-letniej Mili Kunis napisał na Facebooku. Napisał, że aktorka, znana z takich hitów jak "Ted" i "Czarny łabędź", "nie jest prawdziwą Ukrainką" i nazwał ją "brudną Żydówką".

 

Swoje oburzenie wyraziły organizacje żydowskie, które uznały wypowiedź za antysemicki atak. Jak podaje "Daily Mail", głos zabrało nawet ministerstwo sprawiedliwości, które ostatecznie uznało, że słowa polityka nie są obraźliwe.

 

Wtedy zareagował lider Centrum Szymona Wiesenthala. Do premiera Ukrainy, Mykoły Azarowa, wysłał pełen oburzenia list, w którym domaga się od niego ostrej reakcji. "Rodzina Mily Kunis, jak wiele tysięcy innych ukraińskich rodzin żydowskich, opuściła Ukrainę w pierwszej kolejności ze względu na panujący tam antysemityzm. Tragedią jest, że nienawiść i antysemityzm w pana kraju wciąż rosną w siłę" - napisał rabin Abraham Cooper, zastępca dziekana w Simon Wiesenthal Center.

 

Rabin domaga się również przeprosin dla aktorki, a także, by premier publicznie "potępił atak i podjął środki, aby pokonać ksenofobiczne nastroje zagrażające demokracji w kraju".

 

29-letnia aktorka nie zajęła stanowiska w tej sprawie.

 

Miroszniczenko jako "prawdziwy Ukrainiec" powinien zastanowić się czy jest prawdziwym mężczyzną. Z facetem, który obraża tak uroczą kobietę jak Mila Kunis, musi być coś nie tak.

 

AM/tvn24.pl